wtorek, 31 marca 2020

Aaron Tarcher - psychoanalityk Danieli - reminiscencja.

Daniela miło wspominała swoją psychoterapię bez kozetki. Zaliczyła aż 100 takich posiedzeń , w Wichrowym Mieście . Sesje zawsze odbywały się po zmroku. W czasie terapii pisała opowiadanie "Cmentarne Nowele" - gdzie  główna bohaterka - Karolina Podjudzacz  - z wykształcenia archeolog pracuje w agencji reklamowej po  studiach w Wielkim Mieście i prześladuje swoich podwładnych. Aaron miał 70 lat, ale był nadal bardzo przystojnym mężczyzną. Miał piwne oczy i kruczoczarne mimo wieku włosy. Hipnotyzował Danielę. Ale nie kochała się w nim. Aaron często spoglądał na zegar ścienny umieszczony tuż nad głową Danieli. Daniela raz mu zarzuciła - że  - toż to niesprawiedliwe ! Powiedział, że fakt, to niesprawiedliwe. Daniela zaś często patrzyła na zegarek. Wnosiła mnóstwo treści w terapię, wiele snów, wiele opowieści z życia codziennego.. Czasem sesje odbywały się wczesnym rankiem, a czasem po zmroku. Daniela wspomina spotkanie genogramowe - gdzie rysowano relacje rodzinne. To nią tak wstrząsnęło - że zemdlała. Aaron dobudził ją jednak klepaniem w wychudły policzek i polał ją zimną wodą mineralną. Kiedy Daniela doszła do siebie, powiedziała, że - wystrzeliło mnie Panie Aaron w kosmos. "Jak to  - Pani Danielo - dlaczego? -Co się stało z Pani Ciałem?". Daniela przez dłuższy czas nie mogła odpowiedzieć. Wciąż się trzęsła. Powiedziała analitykowi, że  - miała być chłopcem. Tak rodzice sobie zażyczyli. Że miała mieć na imię Daniel i mieć niebieskie oczy. Aaron unikał kontaktu cielesnego, ale teraz - po dobudzeniu Danieli - położył Jej dłoń na ramieniu. Daniela pamiętała jego słowa: na sesjach będziemy także zajmować się Pani ciałem. A tam, gdzie porusza się trudne tematy - tam się pogarsza. To była 95- a sesja. Zostało jeszcze 5. Spotkanie genogramowe trwało zaś 4 godziny. Aaron Tarcher powiedział, że genogramu już nie będziemy rysować, że odkłada go do szafy.. Daniela się zaczerwieniła. Bała się ciszy. Powiedziała, że 3 lata przed nią narodził się chłopczyk. Miał poważną wadę letalną. I zmarł już po narodzinach. To na jego cześć dostała Imię. Aaron delikatnie powiedział - a raczej wspomniał: Pani Danielo, nosi Pani imię umarlaka. Niech Pani opowie ostatni sen. A więc Daniela wzięła głęboki wdech i zaczęła opowiadać: "Wszystko toczyło się na lokalnym cmentarzu komunalnym. Trwał bal, była jesień, wszyscy byli odświętnie ubrani, także Ja. Nagle zaczęła wybijać Północ. Zza grobu szlacheckiego pradziadka wyszła Kobieta z latarnią i  rzekła: Danielo, już czas do domu, idź, wyśpij się" Daniela nagle zaczęła słyszeć ujadanie psów, wycia, piski. Zaczęła uciekać Cmentarna brama zaczęła obniżać się w dół. Daniela z trudem przecisnęła się pod Nią. Ale uciekła i usłyszała głos zmarłego Brata: Daniela ! Daniela  ! Wracaj. I rozpłakała się  - opowiedziawszy sen. Aaron poklepał ja po ramieniu i dał chusteczkę. Daniela się uspokoiła. Kiedy wracała do domu z Wichrowego Miasta do swego mieszkania w Wielkim Mieście, czuła się już spokojna. Nie wiedziała jednak, że najgorsze przed nią. Przyjaciółka Danieli - Elle ostrzegała ją przed terapią. Że rozwala jej emocje. Daniela jednak jechała ostrożnie i puściła w seiczencie łagodną muzykę relaksacyjną. A była prawdziwą melomanką: uwielbiała Tori Amos, Fionę Apple oraz norweski zespół Secret Garden. A także hymny anglikańskie.

Ps. Zapraszam także na Księgę Nocy Blogspot. 

sobota, 28 marca 2020

Początek Wielkiego Oczekiwania.

Nazywam się Daniela Werowska i mam 30 lat. Urodziłam się 19 maja 1970 roku w Wichrowym Mieście. Jestem pracownikiem korporacji. Z wykształcenia jestem filologiem. Cierpię na nerwicę i depresję. Uwielbiam sherry, kawę i papierosy. Po Kraju podróżuję swoim niebieskim seicentem. Kraj Lessów leży na południu Północnego Kraju. W Wielkim Mieście zostawiłam przyjaciół i rodzinę. Jestem protestantką. Jestem też potomkinią lokalnej szlachty.

Do Werowa przybyłam pierwszego lipca 2000 roku. Wiosna byłą niezwykle duszna i gorąca. Wzięłam dwa miesiące bezpłatnego urlopu, żyję już i tak na kredyt. Mam za sobą dwie próby samobójcze. Pierwszej dokonałam na studiach, połykając siedem tabletek Afobamu. Na szczęście wszystko zwymiotowałam. Drugiej próby dokonałam niedawno, nad Nową Rzeką, tnąc się. Na szczęście przeżyłam. Trafiłam do Pani Doktor i do bioenergoterapeuty. A to wszystko po nieudanej psychoterapii, zachęcona do niej przez mojego brata, który sam jest psychologiem. Rodzina moja , rodzice i brat zostali za Wielką Wodą. Jestem sama jak palec. Przeszłam też ustawienia systemowe. Z nich wynikało, że to Ja jestem kozłem ofiarnym.Trafiłam też do bioenergoterapeuty, który powiedział, że przeżyłam, bo mam mocnego Anioła Stróża. I że czeka mnie świetlista przyszłość. Jednak zalecił on poszukiwanie specjalisty, który trafi w lek.

Pani Doktor, do której trafiłam, rozpoznała zaburzenia lękowo – depresyjne. Dostałam Xanax i Seroxat. Jestem wrakiem człowieka. Nienawidzi on zdaniem kolegów i koleżanek inteligentnych ludzi. A pracuję w agencji reklamowej. Jestem odludkiem. Po prostu, stronię od ludzi.

Piszę wiersze, co mi pomaga. Jestem romantyczką. Uwielbiam patrzeć w nocne, rozgwieżdżone Niebo. I w Księżyc. Piszę poezję. Nie mam narzeczonego.

Werów leży na Południu Kraju. Otoczony jest wspaniałymi wzgórzami pełnymi strumieni i wąwozów. Jestem jednak Dzieckiem Nocy. Mój pierwszy sen z dzieciństwa to obraz milionów Księżyców i mnóstwo rowerów naokoło nich. Uwielbiam słuchać relaksującej muzyki. To podobno podnosi poziom serotoniny. Jednak z cukru i soli zrezygnowałam całkowicie.

Podobam się mężczyznom. Mam piwne oczy po odległych przodkach i kasztanowe włosy, które pod Słońce wydają się być czerwone. Jako dziewczynka cierpiałam na zaburzenia odżywiania. Kiedy mam dobry okres tyję, kiedy przeżywam lęki i łapie doły – chudnę. W każdej pracy podpadałam szefom. Dążę do tego jednak, by być w pełni niezależną kobietą.

Ukochany Werów to wioska na szczycie której stoi Dworek. Parter jest murowany, strych jest drewniany. Został wzniesiony przed Potopem Szwedzkim, przez moją Przodkinię, Ariankę, Adelajdę Pent. Adelajda była kobietą – samoukiem. Byłą astronomem, zajmowała się astrologią też jak i ziołolecznictwem. Korespondowała z najtęższymi głowami zachodniej Europy. Zniknęła w tajemniczych okolicznościach, zostawiając Męża i dwójkę dzieci.

Dworek był już wielokrotnie remontowany. Rodzice i Brat zza Wielkiej Wody przysyłali mnóstwo pieniędzy na jego remont, akurat kiedy Ja byłam w Wielkim Mieście. Dworkiem opiekuje się Pani Czyściocha, która uwielbia gotować, sprzatać, prać oraz kocha jak Ja koty i psy. Dworek wielokrotnie przewijał się w moich snach, na strychu jest Galeria Przodków. Boję się tych portretów, łypią na mnie oczami. W dzieciństwie często uciekałam do piwnicy, by przeżyć lato. Zaczęłąm nawet pisać "Pamiętnik ze świata ciemności". Bo upały mnie dobijały. A rok 2000 był wybitnie upalny.

Nad Krajem Lessów ścierają się dwa klimaty: podzwrotnikowy, i polarny. Klimat mamy iście szalony. Przepowiadacze Pogody ukuli nawet termin: żyjemy w Kraju o umiarkowanym klimacie i o nieumiarkowanych wahaniach. Nie trzeba wyjeżdżać za Granicę, by poczuć się jak na Południu Europy. Zresztą boję się latania samolotami. Wszędzie przemieszczam się swoim seicentem, albo busami lub autobusami.

A teraz kilka słów o Adelajdzie Pent. Jak wspomniałam, była Arianką, przez co stała nieco z boku swojej Rodziny. W annałach dworku odkryłam, że zbudowała lunetę wcześniej niż Galileusz. Była samoukiem. Reszta jej familii była kalwińska. Z jej pamiętników pozostały strzępki. Pisała po polsku i po łacinie. Dwa lata lektoratu łaciny na filologii polskiej pozwolił mi na odczytanie tych urwanych informacji. Kiedy nadeszła Kontreformacja, Adelajda ze szczytu Pagórka obserwowała z oddali płonące dworki innowierczej szlachty. Prawdopodobnie uciekła na koniu na Południe, nie zostawiając żadnego śladu.

Kraj Lessów to kraina mlekiem i miodem płynąca. Pełno jest gorących, cudownych źródełek. Pełno jest dzikiej przyrody. Kiedyś zachęcałam okolicznych Rolników, których pracę niezwykle szanuję, do agroturystyki. Niektórzy posłuchali mej rady. Sama sobie organizuję ten wypoczynek.

Panicznie boję się pająków i innych owadów. Jednak dworek był od nich zupełnie czysty. Po przyjeździe od razu zabrałam się za przemeblowanie parteru i gruntowne porządki, a Pani Czyściosze dałam wolne.

Biorę garściami Afobam. Palę papierosy . W weekendy piję sherry. Swoim zachowaniem i histeriami spowodowałam, że wszyscy ode mnie uciekają.  Mam dwa miesiące, by uporządkować swoje życie. W dzień śpię, żyję w nocy. W dzień szczelnie zasłaniam żaluzje. Musiałam przerwać psychoanalizę bez kozetki.

Żyję od świtu do zmierzchu, od zmierzchu do świtu. W dodatku niedawno zmącił mój spokój fakt, że odkryłam dzięki Internetowi swoje żydowskie pochodzenie. Więc jestem Lessanką i Żydówką. Zresztą od dziecka byłam inna. Co wmawiali mi wszyscy naokoło. Byłam kozłem ofiarnym. Nienawidzę dużych miast. Nienawidzę Wichrowego Miasta ani Miasta Wapieni. Lato spędzam w piwnicy, przynajmniej dnie, byle jakoś funkcjonować. Kiedyś byłam histeryczką, teraz wszyscy dali mi spokój. Nie mam żadnych powierników w realu, tylko same znajomości internetowe.

Przeszłam ustawienia systemowe. Widzę i czuję więcej. Ludzie ode mnie uciekali często, bo czytam z nieświadomości zbiorowej. Kocham jak moja przodkini astrologię, astromancję i wszystko co niezwykle. Parny rok 2000 to rok nadziei. A mam mocnego Anioła Stróża. Ma na imie Marek. Często widzę eklipsę Słońca i księżyca. 
 
 W salonie Dworku na Wzgórzu znajdowała się galeria przodków protestanckiej Danieli Werowskiej. Obrazy nocami łypały oczami. Lepiej było nie zapalać lamp ! Wodziły za wzrokiem oglądaczy - jak na obrazie "Mona Liza". Daniela wróciła seicentem z niedzielnego, porannego nabożeństwa. Zaparzyła bezkofeinowej kawy a potem w oknie zapaliła słabego papierosa. Pastor Thadeus Thor miał dziś wyjątkowo dobry humor. Nawet będąc kalwinistą - można cieszyć się życiem. Po porannym spacerze nad łąkami - Daniela sięgnęła po ukochaną książkę z dzieciństwa - po serię "Emilka" Lucy Maud Montgomery. Przed przyjazdem do Werowa przeszła tak zwane ustawienia systemowe. A pomógł jej w tym jej Anioł Stróż - Marek. Ale wróćmy do Galerii . Najwyżej - nad wejściem do pokoju gościnnego - gdzie wychodziło się na przepiękny balkon - wisiał portet opisywanej już Adelajdy Pent. Tuż po lewej od wejścia - portret Samuela Werowskiego - który był prapradziadkiem Danieli i wróżył z gwiazd. Tak, był astromantą ! Inne portrety były nieznane Danieli. Często wycierała pajęczyny. Pani Porządnicka dostała urlop. Był akuratnie lipcowy nów Księżyca. Daniela wyjęła swoją ceglastą komórkę i zadzwoniła do Ojca zza Wielkiej Wody.
- Witaj Córa ! Co słychać? - odezwał się męskim, niskim, zachrypniętym głosem.
- Odpoczywam, Tatku, odpoczywam. U nas siermiężna mgła i widać eklipsę !
- A  u nas środek nocy. Mama Iga słodko śpi, twój braciszek ma urlop, i też już śpi. Kiedy odbierasz wyniki badań?
- Pierwszego września . To jeszcze dwa miesiące. Ale postanowiłam w Werowie się urządzić raczej na stałe. Zamierzam udzielać korepetycji.
- Bardzo dobrze Danielko!
- Pożegnałam się z Wielkim Miastem raz na zawsze.
- To dobrze - odparł Stanley Werowsky. Pamiętaj o sobie i coś jedz. Sama gotujesz?
- Tak Tatku, zupy warzywne.
- Może wreszcie znajdź sobie kogoś.
- Na razie nikogo nie potrzebuję.
- Ale pamiętasz słowa Adelajdy Pent? Lepiej pod byle jakim płotem niż w szczerym polu.
- Pamiętam.
-Tatku, odezwę się jutro, OK? Koty domagają się karmienia.
- Dobrze Córa. Jedz coś i wysypiaj się. Na nas zawsze możesz liczyć.
Daniela odłożyła ceglastą komórkę , sięgnęła po słabego elema i wypiła łyk kawy bezkofeinowej.

Stanley Werowsky wyemigrował za Wielką Wodę w 1998 roku, razem z żoną Igą i synem Sylwestrem. Mocny charakter ! Urodzony pod znakiem Bliźniąt, wesoły, rozgadany i towarzyski. Nad życie kochał swą żonę i dzieci. Zawsze wpajał Danieli porządne wartości. Z wykształcenia był oblatywaczem samolotów. W Starym Kraju zrobił licencję pilota boeingów. Iga była urzędniczką, zaś Sylwester psychologiem i pedagogiem, podobnie jak Daniela. Zamieszkali w Nowym Jorku. Daniela w 2000 roku zakupiła - jak już było mówione -  seicento oraz ceglastą komórkę za pieniądze, które zaoszczędziła w pracy w korporacji. Stanley - jak to Stanley - był ciekawski świata. Inżynier lotnik, troszkę też chemik - o emigracji za Wielką Wodę podjął decyzję w jednej chwili. Daniela jednak w przeciwieństwie do reszty familii niezbyt chętnie opuszczała Stary Kraj. Stanley był czasem surowy , a czasem beztroski. Dzięki Tacie, Daniela  - tam gdzie mogła, pomagała ludziom. Wielką uwagę dzięki Ojcu i Bratu  - przyglądała się snom. Stanley był prawdziwym twardzielem. Daniela panicznie bała się latania samolotami, zaliczyła tylko raz - lot helikopterem. W pobliżu Werowa było bowiem małe lotnisko. Zaś prababcia Danieli w czasie II Wojny Światowej zajmowała się alianckim krypto - lotniskiem. Tak więc wszystko, co związane z Niebiosami - cały czas przewijało się w jej snach  i tematach rozmów. "Stanley, och Stanley - twarda sztuka" - tak o papie naszej głównej bohaterki mówiła Pani Porządnicka. 
 
 Daniela przebudziła się tuż przed świtem. Załączyła ceglastą komórkę, zażyła pigułki i wyszła na pole. Nikogo nie spotkała. Telefon milczał. Nikt nie dzwonił. Po obchodzie swojej wioski - zabrała się za czytanie pamiętników Adelajdy Pent - pierwszej kobiety w rodzie - Arianki. Adelajda Pisała po łacinie. Trzy lata lektoratu na filologii polskiej w Mieście Wapieni  - pozwoliły jej na czytanie ze zrozumieniem. W niedzielę zawsze gotowała sobie zupę pomidorową. Po spacerze zabierała się też za dzwonienie do Rodziny. Tym razem wybrała numer Mamy Igi.
- Mamo, to Ty?
- Tak Danielko.
- Co porabiasz?
- Zapomniałam, że w Kraju Wąwozów jest dzień, a za Wielką Wodą już noc.
- Wypiłam na śniadanie mleko. Mam słabe zęby i kości, więc mleka nie żałuję. Na obiad zupa pomidorowa. Zażyłam tabletki szczęścia i wyszłam na obchód wioski. Pustki.
- Nie zapominaj o sobie. Masz się oszczędzać. Co jeszcze robisz?
- Noc Mamo była piękna, gwiaździsta. Lubię kontemplować Księżyc i eklipsy słoneczne.
- Masz to po Stanley'u. Jesteś romantyczką Danielko.
- Tak, Mamo - Romantyczką.
- Odpoczywaj, będziemy w kontakcie.
- Pa Mamo, pozdrów wszystkich.
- Trzymaj się Danielka !
Lato dwutysięcznego roku było zimne i deszczowe. Takie Daniela kochała.
W Niedzielę zawsze tylko zupa i mleko.
Nabożeństwa oglądała w telewizji satelitarnej.
 
 Daniela przebudziła się nad ranem i zażyła tabletki szczęścia.
Wystawiła śmieci przed dom i poszła do łóżka.
O szóstej dziesięć - było już widno - wybrała się ze swoim kocurem zwanym Kiciusiem  - na obchód wioski. Zabrała okulary przeciwsłoneczne, by obserwować Lipcowy Nów Księżyca. Doszła do głównej Drogi, łączącej Werów z Miastem Wapieni. Napotykała samych Dobrych Znajomych i Nieznajomych. Każdego nazywała Aniołem. Wróciła po dwudziestu minutach do domu, i zaparzyła mocnej melisy z miętą oraz bezkofeinowej kawy. Sprawdziła ceglastą komórkę - nikt nie dzwonił.
Wyszła na taras, by dzięki przypalonej szybce obserwować Lipcowy Nów Księżyca.
Zaobserwowała ukochaną Eklipsę ! Oraz olbrzymie halo wokół Słońca. Potem wzięła gorący prysznic i zabrała się za lekturę wspaniałej Lucy Maud Montgomery. 
 
 Daniela przebudziła się o 5.15. Zażyła tabletki szczęścia, zaparzyła multum kaw bezkofeinowych oraz słabe lurowate, i wyszła na pole. Wróciła dopiero o 7.10. Spacerowała - uwielbiała to. Ceglasta komórka milczała. Po dwugodzinnym spacerze załączyła swój komputer. Spisywała w nim swoje sny, oraz poezję. Niebo było tuż po nowiu. Doszła do głównej arterii Werowa, gdzie napotykała zazwyczaj karetki i radiowozy. Wróciła zrelaksowana z ulubioną kawą sypaną oraz rozpuszczalną. Środy były dniem odpoczynku. Wtedy Daniela odpoczywała po obserwacji nocnego rozgwieżdżonego Nieba. Pozdrawiała znajomych, pozdrawiała sąsiadów. Pani Porządnickiej dała urlop na czas nieokreślony. Sprzątała zaś w piątki. Była osobą mocno wierzącą. "Wiara czyni cuda" - to zawsze jej powtarzała prababcia Róża. Daniela wyłączyła telefon, wyłączyła komputer - i rozpoczynała środowy relaks, po nocnych obserwacjach oraz spacerze w świetle wschodzącego Słońca.
 
 

piątek, 20 marca 2020

Adrian Tinniswood - Brytyjska monarchia od kuchni - przypomnienie doskonałej książki na czas kwarantanny.

Znalezione obrazy dla zapytania Adrian Tinniswood - Brytyjska monarchia od kuchni.Książkę pochłonąłem w jedno zimowe popołudnie, a zamówiłem ją w Świecie Książki. Pasjonatem Windsorów jestem od 1997 roku - od czasu kiedy to u mojej Śp. Babci Jadwigi oglądałem pogrzeb Lady Di, na czarno - białym telewizorze. Jak to sama królowa Elżbieta zwykła mawiać, w Zjednoczonym Królestwie działają siły, o których nie mamy pojęcia.

Czu monarchia przetrwa? Być może tak, być może nie. Windsorowie są długowieczni. Królowa Elżbieta Matka dobiła do 102 - lat, jej córka przekroczyła już setkę.

Wiadomości z życia brytyjskiej monarchii podbijają media, a losy Windsorów śledzą miliony ludzi na całym świecie.

Książka została napisana ze swadą. Bardzo dobrze się ją czyta. A wydało tę książkę wydawnictwo Bellona. Moje ulubione też zresztą. Książka jest dobra dla nie - historyków także. Śmiało mogą po nią sięgnąć nie - historycy. Zachęcam do lektury, książka może być wspaniałym prezentem na Święta !

Osobiście uwielbiam Elżbietę Drugą. Lady Di kochałem, a księcia Filipa nie lubię. Mam takie swoje monarchiczne sympatie i antypatie.

Zachęcam do lektury !

poniedziałek, 2 marca 2020

Patrick Graham - Apokalipsa według Marii. Ludzkości zagraża niosący zagłade wirus.

źródło zdjęcia: Lubimy Czytać.

Książka na czasie. Wypożyczyłem ją w ulubionej bibliotece za rogiem, i pochłonąłem w jeden dzień.
"Marie Parks, młodą agentkę FBI - dręczą powracające wizje przeszłych i przyszłych wydarzeń. Dzięki nim, dzięki zdolnościom parapsychologicznym - udaje się jej wytropić kilku seryjnych morderców".

Książkę czyta się jednym tchem. Wartka akcja, świetne zwroty akcji. Prawdziwa dynamika ! Dawno nie czytałem tak mocnej książki. A i książka - jak wspomniałem - na czasie. Do tej publikacji będę powracać. Lubimy się bać ? Czasem lubimy. Lubimy gęsią skórkę na własnym ciele? Czasem lubimy. Bardzo dobry thriller, wciągający od pierwszych stron. Kiedyś czytałem szwedzkie kryminały, teraz czas na anglosaskie dziełka. Serdecznie polecam Czytelnikom bloga. Warto przeczytać !

PS. Książkę zamierzam przeczytać jeszcze raz. Na oddanie mam trzy tygodnie !

niedziela, 1 marca 2020

Lucy Maud Montgomery - Emilka z Księżycowego Nowiu.

źródło zdjęcia: LUBIMY CZYTAĆ.

Książkę zakupiłem w Kolporterze, tuż za rogiem. Była to jedna z ulubionych lektur mojego dzieciństwa, a w piwnicy mam jeszcze kilka starych wydań. Przyznam, że mam wyobraźnię bardzo plastyczną, i wyobrażam sobie czytany tekst. Jak to moja jedna Znajoma internetowa podsumowała: mam kontakt z czasami, które czytam. Książka wciągnęła mnie do reszty, a lekturę dawkowałem sobie powoli. Emilka jest wrażliwą duszą, może nawet nadwrażliwą. I takich bohaterów kocham. Kiedy traci Ojca, trafia do surowych ciotek kalwinistek na wychowanie. Ale nie poddaje się, i jest sobą. Z wolna ewoluuje z nadwrażliwego dziecka, w dorosłą kobietę. A to wszystko w klimatach tak ukochanych przeze mnie - klimatach wiktoriańskich. Polecam tę lekturę wszystkim Czytelnikom bloga. Emilka jest - przyznam - zbliżona do mojej Danieli z "Wielkiego Oczekiwania". Lubię wracać czasami do klimatów swego dzieciństwa - a klimaty wiktoriańskie są memu sercu niezwykle bliskie. A teraz czeka na mnie słaba kawa rozpuszczalna, szukanie w piwnicy starych tomów "Emilki". No i pisanie "Wielkiego Oczekiwania". Lucy Maud Montgomery to ikona sama w sobie. Polecam !

środa, 26 lutego 2020

Anna Świderkówna - Biblia w świecie greckim.

Bardzo ciekawa to lektura ! Książkę wypożyczyłem w swojej ulubionej Bibliotece. Jest niewielkich rozmiarów - i bardzo dobrze się ją czyta. Jestem  - jak to się mówi - "fanem" starożytności. Broniłem się w 2007 roku na Akademii Świętokrzyskiej z zakresu wierzeń pogańskich basenu Morza Śródziemnego, a tematem mojej pracy był "Apologetyk" Tertuliana - "Obraz religii tradycyjnych w Apologetyku". A więc do lektury Pani Profesor wróciłem po trzynastu latach. Niewielkich jak wspomniałem rozmiarów książeczka, którą Drodzy Czytelnicy możecie przeczytać bardzo szybko. Aktualnie uczę się też greki, hebrajskiego oraz odświeżam łacinę. Jest to obowiązkowa lektura dla każdego humanisty. Nie zawiedziecie się na piórze Wielce Szanownej Pani Profesor. Czyta się jednym tchem ! Serdecznie zachęcam do lektury. Dziś mamy Środę Popielcową, a więc lektura w sam raz na ten ważny dla Nas czas. Polecam ! Jako starożytnik z wykształcenia - muszę wspomnieć - lektura mną zawładnęła !

środa, 12 lutego 2020

Droga na Północ - Antologia norweskiej literatury faktu. Świadectwa XX wieku. Ośrodek Karta.

 Norwegia droga na północ - okładka książki
 źródło zdjęcia: Wydawnictwo Ośrodek Karta.    Książka ta to istna cegła. Otrzymałem ją jako prezent gwiazdkowy w 2017 roku bodajże. Jestem jako historyk fanem wszelakiego rodzaju reportaży.  A Norwegia jest memu sercu bardzo bliska, swego czasu myślałem nawet o studiach w zakresie filologii nordyckiej. Publikacja liczy blisko 660 stron. Została utkana z serii reportaży, wspomnień, pamiętników. To jest istna uczta dla duszy dla historyków, politologów, dziennikarzy, oraz filologów. Socjologom też ją polecam. Książka miejscami wstrząsa, i to bardzo. "Droga na Północ" jest prawdziwym majstersztykiem. Nie ma tutaj według mnie nierówności. Niegdyś - jako Prosperiusz - recenzowałem książki z tego wspaniałego Wydawnictwa. Polecam ją na długie, zimowe jeszcze wieczory, do kawy, herbaty, bądź mięty. Trzeba sobie zarezerwować czas. Mamy tutaj także wiele wątków polskich. Obok zapisków gospodyni mamy zapiski "wyżej" postawionych od niej osób. Wspaniała to lektura ! Ale trzeba mieć - wolną chwilę. Szczerze polecam !
 

poniedziałek, 10 lutego 2020

Zygmunt Kubiak - Mitologia Greków i Rzymian.

Książkę zakupiłem w 2002 roku, będąc na drugim roku studiów historycznych Akademii Świętokrzyskiej. Książkę tę czytałem wiele razy. Została wydana przez Świat Książki. Cóż to za cudowna lektura ! Bije na głowę inne mitologie grecko - rzymskie. Ale z tym nie musicie się  - Drodzy Czytelnicy - zgadzać. Książka ta już pozostanie w moim księgozbiorze na zawsze. Z Grekami mam wiele wspólnego - między innymi patrzenie w piękno nocnego , wygwieżdżonego Nieba. Mitologia ta wciąga od pierwszych stron. Pomaga mi także w pisaniu "Wielkiego Oczekiwania". Nie jest to lektura łatwa dla laików - ale Autor - wszystko solidnie tłumaczy. Polecam ją szczególnie historykom, historykom sztuki, archeologom oraz filologom naturalnie też. Teolog obok niej też obojętnie nie przejdzie. A moja przygoda z Mitologią - zaczęła się w 1989 roku, gdy zacząłem wertować siostrzaną Mitologię Parandowskiego. Jednak ta - jest moją ulubioną. Szczerze polecam !

czwartek, 6 lutego 2020

Bogdan Bartnikowski - Dzieciństwo w pasiakach.

Dzieciństwo w pasiakach źródło zdjęcia: Tania Książka.

Książkę zakupiłem  w Kolporterze, tuż za rogiem. Kosztowała 16.99 PLN. Jako historyk z wykształcenia, nie mogłem przejść obok takiego tytułu obojętnie. Tym bardziej, że mieszkam na osiedlu, gdzie rozstrzelano w latach czterdziestych ubiegłego stulecia 200 naszych Starszych Braci w Wierze. A następnie ciała wywieziono do pobliskiego lasku, gdzie pochowano Ich w zbiorowej mogile. Z okien swego pokoju mam widok właśnie na ten las. Pytanie polonistki z 2000 i 2001 - go roku - czy po Holokauście może istnieć poezja? Owszem, może  , ale jest ona naznaczona piętnem pomordowanych. Dzieciństwo w pasiakach - to książka wstrząsająca. Przeczytałem ją jednym tchem w godzinę. Takich książek nigdy dość. Akurat mieszkam na Południu Kraju, gdzie był bardzo duży dryf genetyczny. Zbieram informacje od dalszej i bliższej Rodziny, tworzę drzewa genealogiczne. Autor nie owija w bawełnę. Najbardziej wycierpieli w czasie II Wojny Światowej Żydzi, Polacy i Rosjanie. Dzięki takim książkom jak ta - doceniamy to, co mamy. Siostra mojej zmarłej Śp. babci Heleny przeżyła z kolei piekło w Dachau - była tam aż cztery lata. Wyzwoliły ją wojska amerykańskie - ale wcześniej musiała zaliczyć "Marsz Śmierci" przez bawarskie lasy. Została wywieziona na roboty przymusowe do III Rzeszy, Niemka nazwała ją "polnishe shweine", na co ciotka wzięła widły - i - Niemkę nazwała też świnią. Za to poszła do Dachau. Powtarzam się - ale takich książek nigdy dość. Jakakolwiek zbrodnia na ludzkości nie może już się powtórzyć. Ani na Żydach, ani na Polakach, Rosjanach. Ani na Palestyńczykach. Książka jest bardzo trudna. Ale szybko się ją czyta. Polecam Wszystkim Czytelnikom bloga. Warto zajrzeć do tej niewielkiej objętością, trudnej, acz potrzebnej książki.

Podsumowanie działalności bloga.

Łączna liczba wyświetleń
22 209
 
 
Obserwatorzy
 
 Odbiorcy:

Polska
10618
Stany Zjednoczone
5847
Niemcy
1238
Ukraina
592
Rosja
589
Nieznany region
483
Francja
388
Holandia
353
Wielka Brytania
239
Irlandia


Tak więc IMPERIUM odbudowane ! Dziękuję wszystkim !
171 
 
 

wtorek, 4 lutego 2020

Przebaczanie z aniołami. Jak korzystać z mocy aniołów, by się uwolnić, uzdrowić i doświadczyć cudów .

 Przebaczanie z aniołami. Jak korzystać z mocy aniołów, by się uwolnić, uzdrowić i doświadczyć cudów źródło zdjęcia: Świat Książki.

Autor: Kyle Gray

Książkę połknąłem w jeden wieczór. Uwielbiam bowiem ezoterykę. Przeczytałem i podarowałem Siostrze. Jako, że jestem zwolennikiem duchowości jungowskiej, obok takiego tytułu nie mogłem przejść obojętnie. Tematyka - jednych zainteresuje, a drugich odrzuci. Jednak w epoce, w jakiej żyjemy - w Erze Wodnika - postęp technologiczny może iść w parze z uduchowieniem Jednostki. Autor ma lekkie, zwinne pióro. Książka jest "kompatybilna" z aktualnie pisanym przeze mnie "Wielkim Oczekiwaniem", gdzie moja bohaterka ma potężnego Anioła Stróża Marka. Recenzja krótka, bo i książeczka ciekawa, w sam raz na jeszcze długie, zimowe wieczory. Serdecznie polecam, wszystkim Czytelnikom, którym świat duchowy nie jest obcy. A na takie deszczowe, mgliste dni i długie noce - w sam raz idealna do ziołowej herbaty lub zbożowej kawy. Polecam !

czwartek, 30 stycznia 2020

Adelajda Pent - ciąg dalszy. Z annałów Przodkini Danieli. (Wielkie Oczekiwanie)

Zupełnie nie wiem, co mam robić. Jestem Arianką. Raków jest niedaleko. Płoną okoliczne dwory. Moja luneta i przyodziewek - są gotowe do ucieczki. Chyba to wszystko zostawię i odjadę. Koń w zagrodzie już czeka. Sama przeciwko wszystkim ! Właśnie wróciłam z obchodów swych dawnych włości. Chłopi na polach, w zagrodach, winnicach i przydomowych ogródkach - radzą sobie bardzo dobrze. Nie uznałam boskiej, lecz ludzką naturę Jezusa. Tak ! Sama przeciwko wszystkim! Domek w dolinie przekształciłam na Zbór Mniejszy. Oczekuję korespondencji z Zachodu. Nie wiem, co czeka Werów. Wszyscy są arianami. To mała plamka na mapie Kraju Lessów. Nie mam się kogo doradzić. We wczesnej młodości byłam kalwinistką - i wierzyłam w predestynację. Teraz jestem - i do końca życia - zaprzysięgłą Arianką. Żydom w Werowie dałam pełną wolność Trzy karczmy i dwie gorzelnie. A z nerwów chudnę z dnia na dzień, mało jem chociaż dużo śpię. Nocne niebo niepokoi. I sama już nie wiem co mam z tym wszystkim robić. Ale jak to mawia stare lessańskie porzekadło: "Poranek mądrzejszy od wieczora". Piję melisę i miętę. To mnie uspokaja. Zza Wielkiej Wody przyszedł dziwny wynalazek - tytoń. Przychodzą i inne ciekawe rzeczy. Portrety Przodków łypią nocami w galerii na parterze dworu. Katolicy nie chcą ze mną mieć nic wspólnego. Zostają mi tylko Żydzi i inni Bracia i Siostry w Wierze. Kiedyś modliłam się w prywatnej katolickiej kaplicy o rozeznanie. I uzyskałam go. Nie krzywdzić nikogo. I robić swoje.

c d. n.

wtorek, 28 stycznia 2020

"Cmentarne Nowele" - z annałów komputera - czyli Paranormal Romance.

Karolina miała czterdzieści lat. Od piętnastu, czyli od czasów ukończenia studiów z zakresu historii sztuki na lokalnym Uniwersytecie, stała się pracownicą Agencji Reklamowej. Marzyła jednak o renowacji starych nagrobków w swoim rodzinnym Mieście. Jako szefowa była bezwzględna. Wyciskała z siedmiu swoich podwładnych ostatnie poty. Czasem, nad ranem - dostawała dziwne mejle. Kiedy miała dwadzieścia lat bowiem - zagrała główną bohaterkę w serialu dla młodzieży - pod nazwą "Wampirze Noce". Miała brązowe włosy, wpadające latem w odcień rudości, ważyła nieco 50 kilogramów. Miała piwne oczy. Serial ją mentalnie wykończył. Jej ostatni chłopak - o imieniu Konstanty uciekł po prostu od niej. W szkołach szara myszka - lecz z czasem, przez okres studiów - zaczęła przeistaczać się w silną, niezależną kobietę. Praca była dla niej wszystkim. W pracy była niczym ogień. Maskowała w ten sposób depresję i nerwicę. Mieszkała na drugim piętrze kamienicy , która niegdyś należała do jej Pradziada Michała, znanego astrologa. I ona często patrzyła w nocne, gwiaździste niebo. Perseidy - w ich czasie, w sierpniu - wyjeżdżała za miasto , brała lornetkę i lunetę, i podświetlaną mapkę nieba. Starała się być Damą - jak jej od dziecka wtłaczano do głowy. W pracy ogień, zaś po pracy, była słabą, potrzebującą silnego oparcia kobietką. Karolina miała swoich ukrytych fanów, z czasów gry w serialu. Doświadczała wielu paranormalnych zjawisk na co dzień.
Skrycie marzyła o mężczyźnie, który będzie taki, jak wykreowany przez głównego bohatera "Wampirzych Nocy". Żyła prywatnie skromnie, nad ranem często się budziła. I Nauczyła się liczyć na samą siebie.

c.d.n.

Przyznam, że do "Cmentarnych Nowel" zainspirowały mnie "Pamiętniki Wampirów". Pisać muszę z głowy, gdyż stare dokumenty na mym laptopie coś złośliwie się nie chcą otwierać.

niedziela, 26 stycznia 2020

Daniela Werowska - ciąg dalszy.

Kocham mój dworek na lessowym Wzgórzu. Pani Czyściocha też. Pani Czyściocha ma na imię Alicja. Pod moją nieobecność - dbała o dom. Jesteśmy na Ty.

1.VII 2000 roku, godziny poranne.
- Danielo, Danielo ! Śpiochu, wstawaj - pukała w okno i krzyczała Alicja.
- Danieli udało się nareszcie przespać całą noc -
 -  Alicja, już wstaję ! Budzik nie zadziałał.
Alicja miała klucz do dworku.
Pospiesznie poszła do kuchni i przygotowała dwa kubki dla Danieli - jednej kawy zbożowej i jednej lurowatej zimnej rozpuszczalnej.
- Kocham Cię jak matkę, Alicja !
- A ja Ciebie jak córkę. Szkoda, że mam aż pięciu synów !.
Przygotowała tez lekarstwa dla Danieli: Afobam i syrop Hydroxyzinum.
A dziś wielki dzień. Alicja miała ufarbować włosy Danieli. Na czarne.
Przygotowała paletę . Zaprosiła Danielę do kuchni.
Daniela na śniadanie piła tylko szklankę mleka. Na obiad cienką zupinę a kolacji starała się unikać.
Dzień był chłodny i mglisty. Nawet na Pagórku była siermiężna mgła.
- Poczekaj Alicjo, idę pobiegać.
Daniela pospiesznie wypiła szklankę mleka oraz zażyła przepisane lekarstwa.
Uwielbiała ćwiczyć.
- Tylko ostrożnie na kamienie ! - rzekła Alicja.
Bieganie zajęło Danieli dziesięć minut.
Gdy wróciła do Dworku, zadzwonił telefon od Brata zza Wielkiej Wody.
- Cześć Daniela, u nas jest środek nocy.
- A u nas poranek.
- Nie zapomniałaś o terapii ? - rzekł zakłopotany brat Danieli o imieniu Robert.
- Zarzuciłam ją.
- Leki nie rozwiążą problemów Danielo.
- Rozwiążą. Nie pouczaj mnie !  - Krzyknęła do ceglastej komórki i odłożyła telefon na stolik.
Alicja była za Danielą. Sto psychoanaliz bez kozetki zrobiło już swoje i pochłonęło mnóstwo pieniędzy Danieli.
- Daniela, idź pod prysznic, i połóż się. Ja przygotuję jakiś skromny obiad.
 - Dobrze Alicjo. I rozpłakała się . Brat Danieli, Robert Werowski był cenionym w Nowym Jorku psychoanalitykiem. Miała go dość cała rodzina.
Daniela wypiła drugą szklankę mleka, wyłączyła ceglastą komórkę, zasłoniła do połowy zasłony i poszła spać. Miała zażywać leki zgodnie z zaleceniami, oszczędzać się i nie denerwować. I być Damą. Przez wielkie D!. - jak ją określała Alicja.

PS. Pewne nieścisłości są, ale wybaczcie - ciężki dzień :)

sobota, 25 stycznia 2020

Johannes Ferrum - Kraj Lessów - Czternasty wiek - i inspiracja z 1995 roku.

Johannes Ferrum - tak się nazywam. Mieszkam w Verovie od 1301 roku, od narodzin. Jestem samoukiem. Przy szkółce parafialnej nauczyłem się łaciny i greki, bardzo szybko, gdyż ksiądz proboszcz był doskonałym absolwentem Akademii Wapieńskiej. Mam 98 lat i jestem alchemikiem. W chatce w dolinie posiadam Laboratorium. Marzę o przemianie rtęci Hg w złoto. Wielokrotnie byłem bliski tejże przemiany. wspiera mnie miejscowa szlachta , a także - potajemnie - król Arkadiusz Wielki. Często przysyła do mnie tajemne listy. Złoto ! jak bardzo chciałbym je otrzymać ! Nocami pracuję, w dzień śpię. wzmacniam się ziołami rosnącymi na łące. Chleb donoszą mi wspaniali sąsiedzi. Mam niebieskie oczy i długą siwą brodę. Nim Pan powoła mnie do Bram Raju  - chciałbym, coś po sobie pozostawić. Poza multum wyrytych na pergaminach horoskopów i tajemnych dla wielu substancji.

Do stworzenia postaci Johannesa Ferrum - 
natchnął mnie ten teledysk, obejrzany na kablówce na wspaniałej wówczas germańskiej Vivie, tuż po popołudniowej burzy siedemnastego sierpnia 1995 roku.

piątek, 24 stycznia 2020

Elle Nofaque - Przyjaciółka Danieli - dalsza część Wielkiego Oczekiwania.

Elle Nofaque - przyjaciółka Danieli od czasów studiów na filologii polskiej. Urodzona w 1967 roku, w Wichrowym Sadzie. Kochała Danielę jak Siostrę, której Ta - nigdy nie miała. Elle sama zmagała się z własnymi demonami. Ciężko pracowała po godzinach na farmie swoich rodziców. Wcześniej niż Daniela zrobiła prawo jazdy. Ale to Ona ją na prawko namówiła. Ostrzegała przed Aaronem - i skutkami terapii. Pracując dorywczo w korporacji - miała do czynienia z ludźmi po terapiach. Mówiła, że są chamscy i z nikim się nie liczą. Elle Naofaque była szatynką o zielonych oczach. Bardzo silną osobą. Słońce miała w Skorpionie. Na odległość wyczuwała problemy Danieli. Była jej Mentorem. Elle podróżowała po Kraju Lessów wysłużonym mercedesem. Często dzwoniła do Danieli. W piątki wieczorem - uwielbiały pic po generalnych sprzątaniach w swoich garsonierach sherry. Elle wielokrotnie ostrzegała Danielę przed Aaronem. Mówiła jej : - Daniela ! Rzuć tę terapię ! On się w Tobie zakochał ! Jednak Daniela - wzorem swego Brata psychologa zza Wielkiej Wody - psychoterapię bez kozetki zamierzała dokończyć. Była coraz silniejsza i coraz pewniejsza siebie. Oprowadzała często Elle po Dworku - gdzie w salonie - portrety przodków łypały oczami na wchodzących. Każdy dźwiga jakiś Krzyż Danielo - powiedziała Elle do przyjaciółki. Musisz dużo odpoczywać i regenerować się. Elle sama miała własne problemy. Dziesięcioro braci i dwie siostry. Często temperowała Danielę z jej kalwinizmem. Aby z wiarą protestancka się nie obnosić. Ale Daniela nosiła naszyjnik Matki Boskiej na co dzień, gdzie na odwrocie były dwa serca i Krzyż. To ją miało chronić. Daniela zaś  - po Ustawieniach Systemowych - miała robić swoje. Elle i Daniela wcale nie tęskniły za Miastem Wapieni. Raj można odnaleźć tu - na Ziemi - a także tuż za rogiem. Daniela miała kłopoty z rytmem dobowym. Z trudem go przywracała Afobamem, Hydroxyzyną i magnezem. W seiczencie pod krzesłem dla kierowcy woziła podkowę. I kochała koty. Tych wkoło niej nie brakowało.

c.d.n.

Elle to istny Anioł. Gdyby Daniela jej słuchała, to wszystko potem  - potoczyłoby się dobrze !

czwartek, 23 stycznia 2020

Aaron Tarcher - psychoanalityk Danieli.

Daniela miło wspominała swoją psychoterapię bez kozetki. Zaliczyła aż 100 takich posiedzeń , w Wichrowym Mieście . Sesje zawsze odbywały się po zmroku. W czasie terapii pisała opowiadanie "Cmentarne Nowele" - gdzie  główna bohaterka - Karolina Podjudzacz  - z wykształcenia archeolog pracuje w agencji reklamowej po  studiach w Wielkim Mieście i prześladuje swoich podwładnych. Aaron miał 70 lat, ale był nadal bardzo przystojnym mężczyzną. Miał piwne oczy i kruczoczarne mimo wieku włosy. Hipnotyzował Danielę. Ale nie kochała się w nim. Aaron często spoglądał na zegar ścienny umieszczony tuż nad głową Danieli. Daniela raz mu zarzuciła - że  - toż to niesprawiedliwe ! Powiedział, że fakt, to niesprawiedliwe. Daniela zaś często patrzyła na zegarek. Wnosiła mnóstwo treści w terapię, wiele snów, wiele opowieści z życia codziennego. Ale tematów śliskich, o swej seksualności - szczerze unikała. Czasem sesje odbywały się wczesnym rankiem, a czasem po zmroku. Daniela wspomina spotkanie genogramowe - gdzie rysowano relacje rodzinne. To nią tak wstrząsnęło - że zemdlała. Aaron dobudził ją jednak klepaniem w wychudły policzek i polał ją zimną wodą mineralną. Kiedy Daniela doszła do siebie, powiedziała, że - wystrzeliło mnie Panie Aaron w kosmos. "Jak to  - Pani Danielo - dlaczego? -Co się stało z Pani Ciałem?". Daniela przez dłuższy czas nie mogła odpowiedzieć. Wciąż się trzęsła. Powiedziała analitykowi, że  - miała być chłopcem. Tak rodzice sobie zażyczyli. Że miała mieć na imię Marek i mieć niebieskie oczy. Aaron unikał kontaktu cielesnego, ale teraz - po dobudzeniu Danieli - położył Jej dłoń na ramieniu. Daniela pamiętała jego słowa: na sesjach będziemy także zajmować się Pani ciałem. A tam, gdzie porusza się trudne tematy - tam się pogarsza. To była 95- a sesja. Zostało jeszcze 5. Spotkanie genogramowe trwało zaś 4 godziny. Aaron Tarcher powiedział, że genogramu już nie będziemy rysować, że odkłada go do szafy. Ale zapytał Danielę o konflikty związane z tożsamością płciową. Daniela się zaczerwieniła. Bała się ciszy. Powiedziała, że 3 lata przed nią narodził się chłopczyk o imieniu Daniel. Miał poważną wadę letalną. I zmarł już po narodziznach. To na jego cześć dostała Imię. Aaron delikatnie powiedział - a raczej wspomniał: Pani Danielo, nosi Pani imię umarlaka. Niech Pani opowie ostatni sen. A więc Daniela wzięła głęboki wdech i zaczęła opowiadać: "Wszystko toczyło się na noraxantyjskim cmentarzu komunalnym. Trwał bal, była jesień, wszyscy byli odświętnie ubrani, także Ja. Nagle zaczęła wybijać Północ. Zza grobu szlacheckiego pradziadka wyszła Kobieta z latarnią i  rzekła: Danielo, już czas do domu, idź, wyśpij się" Daniela nagle zaczęła słyszeć ujadanie psów, wycia, piski. Zaczęła uciekać Cmentarna brama zaczęła obniżać się w dół. Daniela z trudem przecisnęła się pod Nią. Ale uciekła i usłyszała głos zmarłego Brata: Daniela ! Daniela  ! Wracaj. I rozpłakała się  - opowiedziawszy sen. Aaron poklepał ja po ramieniu i dał chusteczkę. Daniela się uspokoiła. Kiedy wracała do domu z Wichrowego Masta do swego mieszkania w Wielkim Mieście, czuła się już spokojna. Nie wiedziała jednak, że najgorsze przed nią. Przyjaciółka Danieli - Elle ostrzegała ją przed terapią. Że rozwala jej emocje. Daniela jednak jechała ostrożnie i puściła w seiczencie łagodną muzykę relaksacyjną.

c.d.n.

środa, 22 stycznia 2020

Daniela Werowska - część dalsza.

Daniela po wschodzie Słońca wróciła ze sklepu z mlekiem, lekami przeciwbólowymi, rozpuszczalną kawą , melisą i miętą jeszcze  - gdyż Zielarka oczekiwała dopiero co na zbiory. Nadchodził Sierpniowy Nów Księżyca - który jest Wielkim Świętem dla Ludzi Wiary. Dworek Danieli jednak nie wymagał remontu. Dużo ćwiczyć i mało jeść - oto motto życiowe Danieli. Coraz mniej wypalała papierosów. Przed wyjściem do wioskowego sklepu - zażyła Afobam i Hydroxyzynę. Miała jeszcze zabezpieczenia finansowe. Domu nie zamknęła. Po drodze wymieniała pozdrowienia z Sąsiadami. W Werowie - była kimś ! Nie tak jak w Wielkim Mieście. Powoli schodziło z niej napięcie. Daniela ma Mocnego Anioła Stróża - odrzekł jakiś czas temu zaprzyjaźniony bioenergoterapeuta. A imię Jego - jak Ewangeliście  - Marek. Zielarka potwierdziła te słowa. Daniela przy powrocie ze sklepu - spojrzała spod dworku na Słońce.Zobaczyła Eklipsę. Położyła zakupy, napiła się naparu z mięty - po czym skierowała się do Domku w Dolinie. I Domku Zielarki. Zielarka przywitała ją słabą, rozpuszczalną kawą. Zimną. Daniela taką uwielbiała. Przed zejściem do Zielarki - Daniela wykonała niezbędne telefony swoją ceglastą komórką. Do Rodziny zza Wielkiej Wody, do Przyjaciół i dalszych Znajomych. Sprawdziła zakrzywienia czasoprzestrzeni - kiedyś marzyła o studiach z zakresu fizyki kwantowej - lecz pomysł zarzuciła. Dla niej Ziemia była Płaska. Daniela miło pogawędziła z Zielarką. Obiecała jej pomoc przy zbiorach. Powspominały Samuela - niebieskookiego Semitę - który, osiągnął z pewnością Bramy Raju. Zielarka ją pocieszyła: ma zażywać leki, zioła, magnez i czekać cierpliwie na wyniki badań. Unikać także toksycznych ludzi, oraz dłużej spać. Zielarka to Matka Chrzestna Danieli. Drugiego imienia nie otrzymała, ale imię od Bierzmowania to - Weronika. Daniela . Potem nastąpiła konwersja na kalwinizm. Wzorem odległej pra - pra babki Adelajdy Pent. - nie wybrała jednak Arianizmu. Musiała się słuchać lekarza prowadzącego, wskazówek Anioła Marka i Zielarki. Tak bardzo by się chciała chociaż raz w życiu wyspać do Południa. Ale eklipsę zobaczyła. Masz spać Daniela ! Nawet do wieczora . Poradziła Zielarka i poczęstowała ją zimną , ulubioną przez Danielę kawą. I nie przejmować się tym - co Ludzie powiedzą. Daniela wciąż korzystała z terapii bez kozetki, oraz wskazówek Starszych.

poniedziałek, 20 stycznia 2020

"Zielarka" - fragment z "Wielkiego Oczekiwania".

Mam 89 lat. Jestem magistrem farmacji. Od czasów okupacji hitlerowskiej nie rozmawiam prawie z nikim. Mojego narzeczonego - Samuela - mieszkańcy Werowa wydali Niemcom. Od tej pory żyję sama. Po studiach powróciłam do Werowa i zajęłam się ziołolecznictwem. Mam niewielki, drewniany domek w Dolinie Nowej Rzeki. Klientów mam z całego Kraju Lessów. Pomogłam już wielu Ludziom. Sadzę miętę, melisę i rumianek. A także inne zioła. Uwielbiam zdrowy tryb życia. Odcięłam się od Ludzi. Jestem Matką Chrzestną szlacheckiej sąsiadki - Danieli Werowskiej. Mogę z Nią godzinami rozmawiać, tak telefonicznie jak i na łące. Uwielbiam koty. Psów unikam. Noszę w sobie zadrę. Godzinami po pracy piszę pamiętnik terapeutyczny - pomaga mi spojrzeć w głąb siebie. Jestem panteistką. Stronię od złych Ludzi, a tych pod nieboskłonem nie brak. Daniela mnie kocha jak Matkę, która wyemigrowała za Wielką Wodę.

c.d.n.

niedziela, 19 stycznia 2020

Marek Chmaj , Wojciech Sokół, Janusz Wrona - Historia - Repetytorium dla Licealistów i Studentów. Wydanie drugie.

Historia Repetytorium dla licealistów i studentówźródło zdjęcia :Tantis.

Książka ta to właściwie cegła - liczy sobie 653 stron. Określana jest jako "Czerwona Biblia". Na rynku jest już dostępne wydanie trzecie, pod nowe podstawy programowe. Jako były belfer polecam ją wszystkim Znajomym Uczniom i Studentom. Jest nieoceniona dla udzielających korepetycji. A właśnie Ja do udzielania korepetycji od września się powoli przygotowuję. Książka jest bezcenna. Polecam ją nie tylko historykom, nauczycielom jak i uczniom. Każdy nie - humanista, może ją nabyć bądź wypożyczyć. Toż to prawdziwa perełka ! Ma świetny układ treści, jest logicznie i łatwo ułożona. Zapomniałbym - politologom i studentom politologii też się przydaje. Określenie : "Czerwona Biblia" nie jest na wyrost. Dziś krótko, acz treściwie. Serdecznie polecam - Wszystkim odwiedzającym tegoż bloga. I dla pasjonatów historii jak i zupełnych laików.

piątek, 17 stycznia 2020

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Maria Luisa Uberti - Wprowadzenie do historii Starożytnego Bliskiego Wschodu.

Znalezione obrazy dla zapytania Maria Luisa Uberti - Wprowadzenie do historii Starożytnego Bliskiego Wschodu. źródło zdjęcia : Virtualo.PL
Książkę nabyłem w 2016 roku. Była przysłowiowym "trupem na półce". Ale czytałem ją wielokrotnie ! Leżała na szafie i leżała. Nie przekażę ją już jednak nikomu, gdyż jest dla mnie bardzo cenna. Maria Luisa Uberti ma bardzo lekkie pióro, książkę polecam nie tylko  historykom, ale też zainteresowanym historią biblijną czy też historią lokalną. A mnie od dziecka ciągnie do pisma klinowego i do archeologii. Rozważam też studia w zakresie archeologii sądowej. Książka liczy 252 strony, temat trudny, ale bardzo dobrze ujęty. Sam zaś broniłem się w 2007 roku na Akademii Świętokrzyskiej z zakresu bóstw basenu Morza Śródziemnego. Książkę czyta się jednym tchem, jest bardzo dobrym wprowadzeniem dla pasjonatów tematu. Temat na czasie: wszak Bliski Wschód jest dziś rejonem bardzo  niespokojnym. Jeśli marzą się Wam w przyszłości wspaniałe odkrycia, to tę książkę z czystym sercem Wam polecam. Nawet tablice chronologiczne na jej końcu są wciągające. Dobra lektura dla pasjonatów, hobbystów , ale też i dla laików. Polecam !

poniedziałek, 6 stycznia 2020

"Wielkie Oczekiwanie" - fragment wysłany do Novae Res.

 Znalezione obrazy dla zapytania zdjecie ksiezyca w pelni źródło zdjęcia : TVN Meteo.

Nazywam się Daniela Werowska i mam 30 lat. Urodziłam się 19 maja 1970 roku w Wichrowym Mieście. Jestem pracownikiem korporacji. Z wykształcenia jestem filologiem. Cierpię na nerwicę i depresję. Uwielbiam sherry, kawę i papierosy. Po Kraju podróżuję swoim niebieskim seicentem. Kraj Lessów leży na południu Północnego Kraju. W Wielkim Mieście zostawiłąm przyjaciół i rodzinę. Jestem protestantką. Jestem też potomkinią lokalnej szlachty.

Do Werowa przybyłam pierwszego lipca 2000 roku. Wiosna byłą niezwykle duszna i gorąca. Wzięłam dwa miesiące bezpłatnego urlopu, żyję już i tak na kredyt. Mam za sobą dwie próby samobójcze. Pierwszej dokonałam na studiach, połykając siedem tabletek Afobamu. Na szczęście wszystko zwymiotowałam. Drugiej próby dokonałam niedawno, nad Nową Rzeką, tnąc się. Na szczęście przeżyłam. Trafiłam do Pani Doktor i do bioenergoterapeuty. A to wszystko po nieudanej psychoterapii, zachęcona do niej przez mojego brata, który sam jest psychologiem. Rodzina moja , rodzice i brat zostali za Wielką Wodą. Jestem sama jak palec. Przeszłam też ustawienia systemowe. Z nich wynikało, że to Ja jestem kozłem ofiarnym.Trafiłam też do bioenergoterapeuty, który powiedział, że przeżyłam, bo mam mocnego Anioła Stróża. I że czeka mnie świetlista przyszłość. Jednak zalecił on poszukiwanie specjalisty, któy trafi w lek.

Pani Doktor, do której trafiłam, rozpoznała zaburzenia lękowo – depresyjne. Dostałam Xanax i Seroxat. Jestem wrakiem człowieka. W korporacji mnie prześladował Szef. Nienawidzi on zdaniem kolegów i koleżanek inteligentnych ludzi. A pracuję w agencji reklamowej. Jestem odludkiem. Po prostu, stronię od ludzi.

Piszę wiersze, co mi pomaga. Jestem romantyczką. Uwielbiam patrzeć w nocne, rozgwieżdżone Niebo. I w Księżyc. Piszę poezję. Nie mam narzeczonego.

Werów leży na Południu Kraju. Otoczony jest wspaniałymi wzgórzami pełnymi strumieni i wąwozów. Jestem jednak Dzieckiem Nocy. Mój pierwszy sen z dzieciństwa to obraz milionów Księżyców i mnóstwo rowerów naokoło nich. Uwielbiam słuchać relaksującej muzyki. To podobno podnosi poziom serotoniny. Jednak z cukru i soli zrezygnowałam całkowicie.

Podobam się mężczyznom. Mam piwne oczy po odległych przodkach i kasztanowe włosy, które pod Słońce wydają się być czerwone. Jako dziewczynka cierpiałam na zaburzenia odżywiania. Kiedy mam dobry okres tyję, kiedy przeżywam lęki i łąpię doły – chudnę. W każdej pracy podpadałąm szefom. Dążę do tego jednak, by być w pełni niezależną kobietą.

Ukochany Werów to wioska na szczycie któej stoi Dworek. Parter jest murowany, strych jest drewniany. Został wzniesiony przed Potopem Szwedzkim, przez moją Przodkinię, Ariankę, Adelajdę Pent. Adelajda była kobietą – samoukiem. Byłą astronomem, zajmowała się astrologią też jak i ziołolecznictwem. Korespondowała z najtęższymi głowami zachodniej Europy. Zniknęła w tajemniczych okolicznościach, zostawiając Męża i dwójkę dzieci.

Dworek był juz wielokrotnie remontowany. Rodzice i Brat zza Wielkiej Wody przysyłali mnóstwo pieniędzy na jego remont, akurat kiedy Ja byłam w Wielkim Mieście. Dworkiem opiekuje się Pani Czyściocha, która uwielbia gotować, sprzatać, prać oraz kocha jak Ja koty i psy. Dworek wielokrotnie przewijał się w moich snach, na strychu jest Galeria Przodków. Boję się tych portretów, łypią na mnie oczami. W dzieciństwie często uciekałam do piwnicy, by przeżyć lato. Zaczęłąm nawet pisać "Pamiętnik ze świata ciemności". Bo upały mnie dobijały. A rok 2000 był wybitnie upalny.

Nad Krajem Lessów ścierają się dwa klimaty: podzwrotnikowy, i polarny. Klimat mamy iście szalony. Przepowiadacze Pogody ukuli nawet termin: żyjemy w Kraju o umiarkowanym klimacie i o nieumiarkowanych wahaniach. Nie trzeba wyjeżdżać za Granicę, by poczuć się jak na Południu Europy. Zresztą boję się latania samolotami. Wszędzie przemieszczam się swoim seicentem, albo busami lub autobusami.

A teraz kilka słów o Adelajdzie Pent. Jak wspomniałam, była Arianką, przez co stała nieco z boku swojej Rodziny. W annałąch dworku odkryłam, że zbudowała lunetę wcześniej niż Galileusz. Była samoukiem. Reszta jej familii była kalwińska. Z jej pamiętników pozostały strzępki. Pisała po polsku i po łacinie. Dwa lata lektoratu łaciny na filologii polskiej pozwolił mi na odczytanie tych urwanych informacji. Kiedy nadeszła Kontreformacja, Adelajda ze szczytu Pagórka obserowała z oddali płonące dworki innowierczej szlachty. Prawdopodbnie uciekła na koniu na Południe, nie zostawiając żadnego śladu.

Kraj Lessów to kraina mlekiem i miodem płynąca. Pełno jest gorących, cudownych źródełek. Pełno jest dzikiej przyrody. Kiedyś zachęcałąm okolicznych Rolników, których pracę niezwykle szanuję, do agroturystyki. Niektórzy posłuchali mej rady. Sama sobie organizuję ten wypoczynek.

Panicznie boję się pająków i innych owadów. Jednak dworek był od nich zupełnie czysty. Po przyjeździe od razu zabrałam się za przemeblowanie parteru i gruntowne porządki, a Pani Czyściosze dałam wolne.

Biorę garściami Afobam. Palę papierosy . W weekendy piję sherry. Swoim zachowaniem i histeriami spowodowałam, że wszyscy ode mnie uciekają. Także panicznie boje się dentystów i lekarzy. Mam dwa miesiące, by uporządkować swoje życie. W dzień śpię, żyję w nocy. W dzień szczelnie zasłaniam żaluzje. Musiałam przerwać psychoanalizę bez kozetki.

Żyję od świtu do zmierzchu, od zmierzchu do świtu. W dodatku niedawno zmącił mój spokój fakt, że odkryłam dzięki Internetowi swoje żydowskie pochodzenie. Więc jestem Lessanką i Żydówką. Zresztą od dziecka byłam inna. Co wmawiali mi wszyscy naokoło. Byłam kozłem ofiarnym. Nienawidzę dużych miast. Nienawidzę Wichrowego Miasta ani Miasta Wapieni. Lato spędzam w piwnicy, przynajmniej dnie, byle jakoś funkcjonować. Kiedyś byłam histeryczką, teraz wszyscy dali mi spokój. Nie mam żadnych powierników w realu, tylko same znajomości internetowe.

Przeszłam ustawienia systemowe. Widzę i czuję więcej. Ludzie ode mnie uciekali często, bo czytam z nieświadomości zbiorowej. Kocham jak moja przodkini astrologię, astromancję i wszystko co niezwykle. Parny rok 2000 to rok nadziei. A mam mocnego Anioła Stróża. Ma na imie Marek. Często widzę eklipsę Słońca i księżyca.

wtorek, 31 grudnia 2019

Windsorowie. Celebryci, nudziarze, skandaliści - Iwona Kienzler.

Okładka książki Windsorowie. Celebryci, nudziarze, skandaliści Dynastią Windsorów pasjonuję się od dawna. Dlatego bez chwili wahania sięgnąłem po tę książkę - e - booka, a dzięki mojemu Kindle Paperwhite 3 można sobie dawkować lekturę powoli.

Dynastia Windsorów to najdłużej panująca dynastia na świecie. Jej głową jest Elżbieta II, która mimo podeszłego wieku nie zamierza abdykować na rzecz swego syna Karola.

Książka - e book jest nowością, i zawiera wiele ciekawostek z życia przedstawicieli tej leciwej dynastii. Dla mnie, jako historyka, od lat (od dzieciństwa wręcz!) śledzącego losy Elżbiety II , książka ta jest zaktualizowaniem wiedzy.

Znajdziemy w niej zarówno trochę ciekawostek, ale i powtórzeń, znanych z poprzednich lektur.

Jednak dla kogoś, kogo nie interesują badania genealogiczne, a plotki z życia wyższych sfer, dla kogoś, kto też nie jest historykiem - ta książka jest idealna.

Mnie właśnie, jako historykowi z wykształcenia, chce się rzec - to trochę za mało :)

Ale jako aktualizacja wiedzy oraz liczne ciekawostki - książka jest bardzo , ale to bardzo ciekawa.

Godna polecenia. Możecie śmiało po nią sięgnąć :)

poniedziałek, 23 grudnia 2019

Jacek Komuda - Westerplatte.

Znalezione obrazy dla zapytania Jacek Komuda - Westerplatte. źródło zdjęcia: Lubimy Czytać.

Książkę zamówiłem w Świecie Książki. Jej lektura zajęła mi jeden zimowy wieczór. Jest mi bliska, gdyż mój Śp. Dziadek Władysław brał udział w Wojnie Obronnej w 1939 roku, w Strzelcach Podhalańskich, zaś służbę wojskową odbywał przy granicy z Rumunią.

Książka wciąga od pierwszych chwil. Autora nikomu chyba przedstawiać nie trzeba.

" Westerplatte - miało się bronić 12 godzin, wytrzymało siedem dni"

"W tej książce jest wszystko - odwaga i tchórzostwo, honor i okrucieństwo. Nadzieja na zwycięstwo i straszliwa gorycz klęski. Jacek Komuda ludzkie losy splótł z Wielką Historią. Na moment zwrotny w dziejach Polski, Europy i świata - możemy obejrzeć oczami zwykłego piechura. Człowieka zamkniętego w żelbetonowym bunkrze. "

Autor ma bardzo lekkie pióro.
Obrona Westerplatte przez 182 polskich żołnierzy stała się legendą Kampanii Wrześniowej.

Śmiało książkę można polecić nie tylko historykom. Autora chyba wszyscy znają. Dosadna proza, bardzo dobre ujęcie tematu. Książka jest cegłą, liczy blisko 500 stron, jednakże bardzo dobrze się ją czyta.

Serdecznie Polecam !