czwartek, 9 lipca 2020

Jan Legowicz - Historia Filozofii Średniowiecznej Europy zachodniej.

Warszawa 1986, PWN.
Książka ta przeleżała swoje na półce. Blisko cztery lata. Na studiach historycznych miałem przez cały rok akademicki (1 rok studiów) Historię Filozofii w co drugi piątek, z niezapomnianym Ś.P. Profesorem Burlikowskim. Wykłady trwały aż sześć godzin ! Przerwy zaś bywały krótkie, piętnastominutowe. Książkę tę podarowała mi koleżanka cztery lata temu, w dwutysięcznym szesnastym roku. Ostatnio mam "fazę" na średniowiecze i wszystko co z nim związane. Aktualnie też czytam Historię Powszechną Średniowiecza Romana Michałowskiego. Ale wróćmy do Jana Legowicza. Książka jest dosyć trudna, przydatny jest przy jej lekturze Słownik Wyrazów Obcych. Częste są wstawki cytatów łacińskich - ale Ci Czytelnicy bloga, którzy mieli na studiach na przykład łacinę - bez trudu przebrną przez publikację. Książka trudna, ale wciąga. Prawdziwa cegiełka - liczy sobie bowiem - 637 stron. Jednak jej lektura to prawdziwa uczta dla duszy. Polecam ją filologom, historykom , pedagogom i wszystkim zainteresowanym Średniowieczem Powszechnym ( na przykład teologom). Wciąga - to fakt - trudna - to fakt. Ale w dwudziestym pierwszym wieku  - studia filozoficzne wciąż cieszą się sporym zainteresowaniem. Polecam !

piątek, 3 lipca 2020

Adrian Tinniswodd - Brytyjska Monarchia od kuchni - "Literackie powroty"

Książkę tę w swoich zbiorach posiadam od blisko roku. Chętnie do niej wracam. Została wydana przez Wydawnictwo Bellona w 2019 - ym roku. A oto opis z tyłu książki:

Wiadomości z życia brytyjskiej rodziny królewskiej wciąż podbijają media, miliony osób na całym świecie codziennie śledzą z zainteresowaniem wszystkie doniesienia zza bram Buckingham Palace. Monarchowie nie gotują, nie nalewają sobie napojów ani nie ścielą łóżka. Szczodrze sponsorowany przez swoich poddanych brytyjski dwór zatrudniał rzesze kucharzy, pokojówek, lokajów, mamek, nianiek, ogrodników, sekretarzy i urzędników. Pielęgnowane przez stulecia rytuały dworskie miały na celu utrwalenie wizji monarchy jako osoby wyjątkowej, ważniejszej niż prezydenci czy milionerzy. A jak lepiej to osiągnąć , niż udowadniając , że przyziemne czynności nie przystoją monarsze. Na usługach królowej przez długi czas była choćby pomocnica, która podawała monarchini wachlarz w sypialni , nalewała wodę do mycia rąk i zdejmowała rękawiczki. Ale już wkładanie obuwia i zdejmowanie go było domeną paziów. Tak było przez wieki, tak jest również dziś. Nawet obecnie tysiące osób czuwają codziennie nad maksymalnym komfortem zaledwie kilkorga osób z rodziny królewskiej. Co ciekawe, z czasem liczba pracowników - dwór Elżbiety II zatrudnia dziś bowiem blisko 1200 osób. Podczas gdy jej babka, królowa Wiktoria - miała ich zaledwie "921.
 To tyle z tyłu książki . Publikacja liczy sobie 527 stron. Narracja ciągnie się od czasów Królowej Elżbiety Pierwszej aż do czasów najnowszych. Mnie najbardziej podobał się okres wiktoriański przedstawiony w tej książce - "klimaty te" są najbliższe mojemu sercu. Do tej książki wielokrotnie wracam. Można się w niej zatracić na cały dzień  - wieczór - noc. Polecam tę książkę wszystkim Czytelnikom Imperium Lektur 2. Nie zawiedziecie się. Bardzo przyjemnie i szybko się czyta.

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Lucy Maud Montgomery - Czary Marigold.

Dzisiejszy dwudziestominutowy spacer po osiedlu i czekanie na mleko i burze nastroił mnie do napisania recenzji tego "dziełka". O ile Lucy Maud Montgomery jest wszystkim znana, to szczerze "napisawszy" - "Czary Marigold" - niezbyt mnie zauroczyła. Uwielbiam za to serię o Emilce.
 Cytat z tyłu okładki:
Czary Marigold są równie zabawną  jak Ania z Zielonego Wzgórza , chociaż mniej znaną w Polsce powieścią obyczajową L. M. Montgomery. Mała Marigold to wrażliwa dziewczynka, obdarzona niezwykłą wyobraźnią. Książka przeniesie nas w czasy - gdy samochód był luksusem - sukienki przed kolano uznawano za bardzo nieprzyzwoite, a kobietę lekarkę nazywano "babochłopem". Lektura dla wszystkich, którzy chcą chociaż na chwilkę  wrócić do beztroskiej krainy dzieciństwa.

To tyle z okładki. Książkę przeczytałem jakiś czas temu w jeden wieczór. Główna bohaterka - niezbyt mi się spodobała. Jednakże na plus tej książki jest to - że świetnie odmalowuje klimaty wiktoriańskie - tak bliskie memu sercu. Mamy przełom wieków w  Kanadzie. I Marigold "czarodziejkę". Spodobały mi się w tym dziełku koty - mówiące same do siebie. Sam miałem kocicę - czarno - białą szesnaście lat. Ciekawe są tu także wątki religijne, wątki obyczajowe. Faktycznie, w naszym kraju ta opowieść jest mniej znana. Ale ja wystawiam takie pięć na dziesięć. Można jednak rzeczywiście przenieść się do beztroskiej krainy dzieciństwa. Jednak najbardziej spod pióra L. M. Montgomery najbardziej podoba mi się seria o Emilce :)

czwartek, 18 czerwca 2020

Repetytorium Historia Matura na 100 procent. Wydawnictwo Szkolne PWN.

Autorzy : Rafał Degiel, Agnieszka Gajda, Wanda Królikowska, Łukasz Niesiołowski Spano, Zbigniew Olczak.

Repetytorium nabyłem bodajże w 2005 - ym roku. Jest świetną, małą pigułką wiedzy historycznej. Zawiera 263 strony. Mamy tutaj Panoramę Dziejów, Tablice synchroniczne i chronologiczne, zestawienia porównawcze i podsumowania. Jestem olbrzymim zwolennikiem repetytoriów i vademeców. Książka pozwala na szybkie podsumowanie wiedzy historycznej. Przeznaczona jest głównie dla uczniów Liceów Ogólnokształcących, ale także teraz - śmiało mogę polecić to repetytorium uczniom szkół podstawowych. Jest jak wspomniałem - wspaniałą perełką. Uważam też, że przyda się nie tylko uczniom, ale i studentom. Ale to jest wiedza w pigułce. Pamiętam czasy, gdy na studiach historycznych - istniały na rynku Vademeca i Repetytoria licealne - pisane na poziomie szkół wyższych. Na tej publikacji - drodzy czytelnicy - się nie zawiedziecie. Idealna książeczka także dla laików. Polecam !

czwartek, 11 czerwca 2020

Arkady Gajdar - Szkoła. Książka i Wiedza 1987. Wydawnictwo Raduga.

Książka ta przeleżała w piwnicy swoje. Po raz pierwszy przeczytałem ją w 1993 - im roku, będąc uczniem piątej klasy szkoły podstawowej. A teraz nieco o Autorze:
Arkady Gajdar - czyli Arkady Golikow - ur. w 1904 roku - poległ na froncie w 1941 r. Zasłynął jako autor znakomitych nowel i powieści dla młodzieży, zawierających wiele elementów autobiograficznych. Od najmłodszych lat jego życie było niezwykłe - jako czternastoletni chłopiec został żołnierzem Armii Czerwonej- a mając 17 lat był już dowódcą pułku walczącego z kontrewolucją.

Młody bohater tej książki ma ciekawe życie. Mieszka z matką felczerką w syberyjskim Arzamasie. Przychodzi mu dorastać w okresie rewolucji. Czas mu płynie między szkołę i zabawy na podwórkach z kolegami. Ojciec chłopca walczy na froncie. W końcu dezerteruje i zostaje rozstrzelany. Bohater "Szkoły" ucieka w końcu z domu i przyłącza się do bolszewików. Niezwykle ciekawie Arkady Gajdar naszkicował jego perypetie. Czytając tę książkę wyobrażałem sobie rodzinne strony. Polecam wszystkim Czytelnikom Imperium Lektur. Książka nieco trąci "myszką" - ale przyjmując punkt widzenia Arkadego Gajdara - otrzymujemy pasjonującą i trzymającą w napięciu miejscami opowieść.

niedziela, 7 czerwca 2020

Andre Maurois - Dzieje Anglii. Wydanie Trzecie - Książka i Wiedza, Warszawa, Lipiec 1957 roku.

Wracając ze spaceru przypomniałem sobie o tej książce. Do tejże publikacji będę wracać wielokrotnie. Zakres chronologiczny publikacji obejmuje czasy od prehistorii po epokę wiktoriańską, tak bliską memu sercu. A książkę wypożyczyłem w zaprzyjaźnionej bibliotece tuż za rogiem. Nie można jednak mówić - że "trąci myszką". Przekładu dokonał z języka francuskiego Wacław Rogowicz. I tutaj mamy piękną staropolszczyznę. W tej książce można się zakochać. Jest to istna cegła - liczy 573 strony. Napisana jest przez Francuza, a więc w miarę obiektywna. Lektura nie nuży, a wciąga. Wprawdzie nie zawiera map, jednakże zawiera bardzo cenne drzewa genealogiczne. Przyznam, że na studiach historycznych zarażono mnie miłością do krajów i dziejów anglosaskich. Publikacja stara, ale bardzo - ale to bardzo ciekawa. Polecam wszystkim Czytelnikom Imperium Lektur 2. Tylko jest jeden szkopuł - należy sobie zarezerwować odpowiednią ilość czasu.

środa, 13 maja 2020

Maja Lidia Kossakowska - Ruda sfora.

źródło zdjęcia : Lubimy Czytać.

Książkę pierwszy raz przeczytałem bodajże na starym blogu - Imperium Lektur 1. A dobra fantastyka jest zawsze w cenie. Książkę zakupiłem w Kolporterze, tuż za rogiem. Autorki chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Snuje fantastyczną - i to fantastyczną przez duże F opowieść o losach kilkorga bohaterów, na dalekiej, mroźnej Syberii. Muszę przyznać, że sam uczyłem się języka rosyjskiego osiem lat - najpierw w szkole podstawowej od piątej klasy , a potem w liceum przez cztery lata. Nawet egzamin z języka obcego - zdawałem właśnie z rosyjskiego. Jak wspomniałem - na dobrej książce nic się nie traci. Marzyła mi się kiedyś nawet podróż koleją transsyberyjską. A "Ruda sfora" - no cóż - Autorka poraża swą znajomością realiów syberyjskiej mitologii.

To naznaczona rdzą zakrzepłej krwi, potężna nienawiścią i butą, maszyna do zabijania. Widmo skazanej na przegraną wojny z Rudą Sforą zawisło właśnie nad kosmosem Jakutów. Straceńczej misji poddać się muszą: młody szaman na gadającym koniu, pieśniarz - wojownik - ze szponem w sercu - harda półbogini i kościej  - tupilak - który miał być bardzo zły, ale nie umiał.

To naprawdę dobra opowieść, a na dobrej książce - jak wspomniałem - się nie traci. Książka wciąga od pierwszych stron. Na końcu mamy słowniczek mitologiczny. Zachęcam do lektury wszystkich Czytelników bloga.

poniedziałek, 11 maja 2020

Leon Leyson - Chłopiec z Listy Schindlera. Prawdziwa historia chłopca ocalałego z Holocaustu.

Chlopiec z listy Schindlera: Amazon.co.uk: Leon Leyson ... źródło zdjęcia Amazon .


Książkę tę zakupiłem w Kolporterze. Wciąga od pierwszych stron. Publikacja liczy 255 stron. Pamiętam 1993 - i rok, i wyświetlaną w moim mieście Listę Schindlera. Obozowej literatury nigdy dość.


" Leon Leyson (właściwie Lejb Lejzon) - miał tylko dziesięć lat, gdy Niemcy najechały na Polskę i musiał wraz z rodziną przenieść się do krakowskiego getta. Dzięki nieprawdopodobnemu szczęściu - a także hartowi ducha - i sprytowi - udało mu się przetrwać sadystyczne praktyki nazistów - w tym demonicznego Amona Goetha - komendanta obozu w Płaszowie. Jednak w ostatecznym rozrachunku - to wspaniałomyślność i przebiegłość jednego człowieka - Oskara Schindlera  - uratowała życie Leona i jego rodziny. Schindler wpisał ich na listę pracowników swej fabryki - lista ta stałą się znana potem jako "Lista Schindlera".

To tyle z okładki. Książka jest wstrząsająca, I jedenaste przykazanie" "Nie zapominaj". Książkę pochłonąłem w ciągu dwóch dni. Serdecznie zachęcam do jej lektury przede wszystkim historyków, psychologów. 

niedziela, 3 maja 2020

Wielkie Oczekiwanie - Prolog - fragment wysłany do Axis Mundi.

Nazywam się Daniela Werowska i mam 30 lat. Urodziłam się 19 maja 1970 roku w Wichrowym Mieście. Jestem pracownikiem korporacji. Z wykształcenia jestem filologiem. Cierpię na nerwicę i depresję. Uwielbiam sherry, kawę i papierosy. Po Kraju podróżuję swoim niebieskim seicentem. Kraj Lessów leży na południu Północnego Kraju. W Wielkim Mieście zostawiłam przyjaciół i rodzinę. Podobnie jak za Wielką Wodą. Jestem protestantką. Jestem też potomkinią lokalnej szlachty.
Do Werowa przybyłam pierwszego lipca 2000 roku. Wiosna byłą niezwykle duszna i gorąca. Wzięłam dwa miesiące bezpłatnego urlopu, żyję już i tak na kredyt. Mam za sobą dwie próby samobójcze. Pierwszej dokonałam na studiach, połykając siedem tabletek Afobamu. Na szczęście wszystko zwymiotowałam. Drugiej próby dokonałam niedawno, nad Nową Rzeką. Na szczęście przeżyłam. Trafiłam do Pani Doktor i do bioenergoterapeuty. A to wszystko po nieudanej psychoterapii, zachęcona do niej przez mojego brata, który sam jest psychologiem. Rodzina moja , rodzice i brat zostali za Wielką Wodą. Jestem sama jak palec. Przeszłam też ustawienia systemowe. Z nich wynikało, że to Ja jestem kozłem ofiarnym.Trafiłam też do bioenergoterapeuty, który powiedział, że przeżyłam, bo mam mocnego Anioła Stróża. I że czeka mnie świetlista przyszłość. Jednak zalecił on poszukiwanie specjalisty, który trafi w lek.
Pani Doktor, do której trafiłam, rozpoznała zaburzenia lękowo – depresyjne. Dostałam Xanax i Seroxat. Jestem wrakiem człowieka. .Pracuję w agencji reklamowej. Jestem odludkiem. Po prostu, stronię od ludzi.
Piszę wiersze, co mi pomaga. Jestem romantyczką. Uwielbiam patrzeć w nocne, rozgwieżdżone Niebo. I w Księżyc. Piszę poezję. Nie mam narzeczonego.
Werów leży na Południu Kraju. Otoczony jest wspaniałymi wzgórzami pełnymi strumieni i wąwozów. Jestem jednak Dzieckiem Nocy. Mój pierwszy sen z dzieciństwa to obraz milionów Księżyców i mnóstwo rowerów naokoło nich. Uwielbiam słuchać relaksującej muzyki. To podobno podnosi poziom serotoniny. Jednak z cukru i soli zrezygnowałam całkowicie.
Podobam się mężczyznom. Mam piwne oczy po odległych przodkach i kasztanowe włosy, które pod Słońce wydają się być czerwone. Jako dziewczynka cierpiałam na zaburzenia odżywiania. Kiedy mam dobry okres tyję, kiedy przeżywam lęki i łapię doły – chudnę. W każdej pracy podpadałam szefom. Dążę do tego jednak, by być w pełni niezależną kobietą.
Ukochany Werów to wioska na szczycie której stoi Dworek. Parter jest murowany, strych jest drewniany. Został wzniesiony przed Potopem Szwedzkim, przez moją Przodkinię, Ariankę, Adelajdę Pent. Adelajda była kobietą – samoukiem. Byłą astronomem, zajmowała się astrologią też jak i ziołolecznictwem. Korespondowała z najtęższymi głowami zachodniej Europy. Zniknęła w tajemniczych okolicznościach, zostawiając Męża i dwójkę dzieci.
Dworek był już wielokrotnie remontowany. Rodzice i Brat zza Wielkiej Wody przysyłali mnóstwo pieniędzy na jego remont, akurat kiedy Ja byłam w Wielkim Mieście. Dworkiem opiekuje się Pani Czyściocha, która uwielbia gotować, sprzątać, prać oraz kocha jak Ja koty i psy. Dworek wielokrotnie przewijał się w moich snach, na strychu jest Galeria Przodków. Boję się tych portretów, łypią na mnie oczami. W dzieciństwie często uciekałam do piwnicy, by przeżyć lato. Zaczęłam nawet pisać "Pamiętnik ze świata ciemności". Bo upały mnie dobijały. A rok 2000 był wybitnie upalny.
Nad Krajem Lessów ścierają się dwa klimaty: podzwrotnikowy, i polarny. Klimat mamy iście szalony. Przepowiadacze Pogody ukuli nawet termin: żyjemy w Kraju o umiarkowanym klimacie i o nieumiarkowanych wahaniach. Nie trzeba wyjeżdżać za Granicę, by poczuć się jak na Południu Europy. Zresztą boję się latania samolotami. Wszędzie przemieszczam się swoim seicentem, albo busami lub autobusami.
A teraz kilka słów o Adelajdzie Pent. Jak wspomniałam, była Arianką, przez co stała nieco z boku swojej Rodziny. W annałach dworku odkryłam, że zbudowała lunetę wcześniej niż Galileusz. Była samoukiem. Reszta jej familii była kalwińska. Z jej pamiętników pozostały strzępki. Pisała po polsku i po łacinie. Dwa lata lektoratu łaciny na filologii polskiej pozwolił mi na odczytanie tych urwanych informacji. Kiedy nadeszła Kontreformacja, Adelajda ze szczytu Pagórka obserwowała z oddali płonące dworki innowierczej szlachty. Prawdopodobnie uciekła na koniu na Południe, nie zostawiając żadnego śladu.
Kraj Lessów to kraina mlekiem i miodem płynąca. Pełno jest gorących, cudownych źródełek. Pełno jest dzikiej przyrody. Kiedyś zachęcałam okolicznych Rolników, których pracę niezwykle szanuję, do agroturystyki. Niektórzy posłuchali mej rady. Sama sobie organizuję ten wypoczynek.
Panicznie boję się pająków i innych owadów. Jednak dworek był od nich zupełnie czysty. Po przyjeździe od razu zabrałam się za przemeblowanie parteru i gruntowne porządki, a Pani Czyściosze dałam wolne.
Biorę garściami Afobam. Palę papierosy . W weekendy piję sherry. Swoim zachowaniem i histeriami spowodowałam, że wszyscy ode mnie uciekają.  Mam dwa miesiące, by uporządkować swoje życie. W dzień śpię, żyję w nocy. W dzień szczelnie zasłaniam żaluzje. Musiałam przerwać psychoanalizę bez kozetki.
Żyję od świtu do zmierzchu, od zmierzchu do świtu. W dodatku niedawno zmącił mój spokój fakt, że odkryłam dzięki Internetowi swoje żydowskie pochodzenie. Więc jestem Lessanką i Żydówką. Zresztą od dziecka byłam inna. Co wmawiali mi wszyscy naokoło. Byłam kozłem ofiarnym. Nienawidzę dużych miast. Nienawidzę Wichrowego Miasta ani Miasta Wapieni. Lato spędzam w piwnicy, przynajmniej dnie, byle jakoś funkcjonować. Kiedyś byłam histeryczką, teraz wszyscy dali mi spokój. Nie mam żadnych powierników w realu, tylko same znajomości internetowe.
Przeszłam ustawienia systemowe. Widzę i czuję więcej. Ludzie ode mnie uciekali często, bo czytam z nieświadomości zbiorowej. Kocham jak moja przodkini astrologię, astromancję i wszystko co niezwykle. Parny rok 2000 to rok nadziei. A mam mocnego Anioła Stróża. Ma na imie Marek. Często widzę eklipsę Słońca i księżyca.

czwartek, 23 kwietnia 2020

Drugie Urodziny Bloga.

To już dwa lata, odkąd istnieje wskrzeszone Imperium Lektur 2. Oto małe podsumowanie:
Liczba obserwatorów:  46
Wyświetleń bloga:  ponad 25 tysięcy
Liczba komentarzy: 1 tysiąc i 94
Najwięcej wejść było z Google,

Polska - 12,3 tys.
 
Stany Zjednoczone
6,6 tys
 
Niemcy
1,27 tys
 
 
Ukraina
623
 
Rosja
593
 
Nieznany region
499
 
Francja
387
 
Holandia
373
 
Wielka Brytania
237
 
Inne
2,18 tys.
 
Tak więc blog jest "International".
 
Dziękuję Wszystkim Czytelnikom !
 

sobota, 18 kwietnia 2020

Joanna Lupas - Rutkowska - Epoki Literackie.

Epoki literackie - Lupas-Rutkowska Joannaźródło zdjęcia: Empik.
Książkę nabyłem w 2001 - ym  roku, w lokalnej księgarni. Tuż przed moją maturą pisemną i ustną z języka polskiego. Kosztowała wówczas 35 PLN. A oto co na odwrocie:

My z drugiej połowy XX wieku
 rozbijający atomy
zdobywcy księżyca
wstydzimy się
miękkich głosów
czułych spojrzeń
ciepłych uśmiechów

Kiedy cierpimy - wykrzywiamy lekceważąco wargi
Kiedy przychodzi miłość- wzruszamy pogardliwie ramionami
Silni cyniczni
z ironicznie zmrużonymi oczami

Dopiero póżną nocą
przy szczelnie zasłoniętych zasłonach
gryziemy z bólu ręce
imieramy z miłości

    Małgorzata Hillar
    My, z drugiej połowy XX wieku.

Publikacja liczy 525 stron. Pomogła mi bardzo - jak wspomniałem - przy nauce do egzaminu maturalnego z języka polskiego. Zdałem egzamin pisemny na cztery, ustny - na pięć. Ta książka to istna perełka. Mimo, że wydana w 2001 roku, śmiało może służyć  humanistom i dzisiaj. Pomogła mi w restrukturyzowaniu wiedzy przy pisaniu "Wielkiego Oczekiwania". Wszak mózgu należy używać !

Polecam wszystkim Czytelnikom bloga. Historykom, filologom, historykom sztuki także, a nawet...teologom !

Przysłowiowy trup z szafy - a dokładniej górnej półki - wciąż żyw !

Zachęcam do lektury. Pomaga w "odkurzaniu" wiedzy :)

środa, 15 kwietnia 2020

Giuliano Procacci - Historia Włochów.

źródło zdjęcia : Lubimy Czytać.

Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 1983.

Ciekawa jest ta publikacja. Wypożyczyłem ją w ulubionej Bibliotece za rogiem. I książka na czasie, biorąc pod uwagę aktualną sytuację.


Giuliano Procacci - urodzony w Asyżu w roku 1926 - zmarł w 2008  - uczestnik Ruchu Oporu. Studiował na Uniwersytecie we Florencji u Carla Morandi oraz w Instytucie Nauk Historycznych w Neapolu u Fryderyka Chabod. Rozpoczął swoją działalność naukową w Paryżu, w Centre National de la Recherche Scientifique , a kontynuował w Mediolanie  - w Instituto Storico italiano. Prowadził Katedrę Historii Nowożytnej na Uniwersytecie we Florencji. Podczas badań nad historią Francji XVI - go wieku - zetknął się z tematem kosmopolitycznej roli intelektualistów włoskich, szczególnie interesującym Gramsciego. W tym aspekcie należy widzieć jego badania nad przyjęciem poglądów Machiavellego w Europie, które prowadził od lat i których owocem jest wstęp do dzieł tego twórcy w wydaniu  Feltrinelli z 1961 - go roku, oraz Studi sulla fortuna di Machiavelli ( Rzym, Włoski Instytut Historyczny, 1965 r. ). Bardziej bezpośrednio związane z jego zainteresowaniami politycznymi są prace (publikował od 19 56 roku) poświęcone różnym tematom związanym z historią ruchu robotniczego i socjalizmu w czasach współczesnych, od Labrioli do Kautsky'ego , od włoskiego ruchu robotniczego w epoce Giolittego po dyskusję polityczną w Zwiążku Radzieckim po śmierci Lenina, od Drugiej do Trzeciej Międzynarodówki.

To tyle z okładki. Z książką mam pewien problem - "trąci myszką".  Została wydana w 1983 roku. Mamy w PRL - u Stan Wojenny. O ile książkę się doskonale czyta, o tyle Procacci jest jak widać - marksistą. Kiedy pracowałem jako belfer, z zawiłościami tłumaczyłem uczniom - zagadnienia Międzynarodówki właśnie. Niemniej, publikację bardzo dobrze się czyta, a Autor ma lekkie dość pióro. Historia narodu włoskiego inspiruje. Na Półwyspie Apenińskim był olbrzymi dryf genetyczny. Widać też rozziew tam do tej pory - między uprzemysłowioną Północą a biedniejszym Południem.

Podsumowawszy: książkę czyta się bardzo dobrze, mimo, że ma już swoje lata. Polecam wszystkim Czytelnikom bloga Historycznie. Konieczny jest jednak miejscami dystans co do poglądów Autora.

wtorek, 31 marca 2020

Aaron Tarcher - psychoanalityk Danieli - reminiscencja.

Daniela miło wspominała swoją psychoterapię bez kozetki. Zaliczyła aż 100 takich posiedzeń , w Wichrowym Mieście . Sesje zawsze odbywały się po zmroku. W czasie terapii pisała opowiadanie "Cmentarne Nowele" - gdzie  główna bohaterka - Karolina Podjudzacz  - z wykształcenia archeolog pracuje w agencji reklamowej po  studiach w Wielkim Mieście i prześladuje swoich podwładnych. Aaron miał 70 lat, ale był nadal bardzo przystojnym mężczyzną. Miał piwne oczy i kruczoczarne mimo wieku włosy. Hipnotyzował Danielę. Ale nie kochała się w nim. Aaron często spoglądał na zegar ścienny umieszczony tuż nad głową Danieli. Daniela raz mu zarzuciła - że  - toż to niesprawiedliwe ! Powiedział, że fakt, to niesprawiedliwe. Daniela zaś często patrzyła na zegarek. Wnosiła mnóstwo treści w terapię, wiele snów, wiele opowieści z życia codziennego.. Czasem sesje odbywały się wczesnym rankiem, a czasem po zmroku. Daniela wspomina spotkanie genogramowe - gdzie rysowano relacje rodzinne. To nią tak wstrząsnęło - że zemdlała. Aaron dobudził ją jednak klepaniem w wychudły policzek i polał ją zimną wodą mineralną. Kiedy Daniela doszła do siebie, powiedziała, że - wystrzeliło mnie Panie Aaron w kosmos. "Jak to  - Pani Danielo - dlaczego? -Co się stało z Pani Ciałem?". Daniela przez dłuższy czas nie mogła odpowiedzieć. Wciąż się trzęsła. Powiedziała analitykowi, że  - miała być chłopcem. Tak rodzice sobie zażyczyli. Że miała mieć na imię Daniel i mieć niebieskie oczy. Aaron unikał kontaktu cielesnego, ale teraz - po dobudzeniu Danieli - położył Jej dłoń na ramieniu. Daniela pamiętała jego słowa: na sesjach będziemy także zajmować się Pani ciałem. A tam, gdzie porusza się trudne tematy - tam się pogarsza. To była 95- a sesja. Zostało jeszcze 5. Spotkanie genogramowe trwało zaś 4 godziny. Aaron Tarcher powiedział, że genogramu już nie będziemy rysować, że odkłada go do szafy.. Daniela się zaczerwieniła. Bała się ciszy. Powiedziała, że 3 lata przed nią narodził się chłopczyk. Miał poważną wadę letalną. I zmarł już po narodzinach. To na jego cześć dostała Imię. Aaron delikatnie powiedział - a raczej wspomniał: Pani Danielo, nosi Pani imię umarlaka. Niech Pani opowie ostatni sen. A więc Daniela wzięła głęboki wdech i zaczęła opowiadać: "Wszystko toczyło się na lokalnym cmentarzu komunalnym. Trwał bal, była jesień, wszyscy byli odświętnie ubrani, także Ja. Nagle zaczęła wybijać Północ. Zza grobu szlacheckiego pradziadka wyszła Kobieta z latarnią i  rzekła: Danielo, już czas do domu, idź, wyśpij się" Daniela nagle zaczęła słyszeć ujadanie psów, wycia, piski. Zaczęła uciekać Cmentarna brama zaczęła obniżać się w dół. Daniela z trudem przecisnęła się pod Nią. Ale uciekła i usłyszała głos zmarłego Brata: Daniela ! Daniela  ! Wracaj. I rozpłakała się  - opowiedziawszy sen. Aaron poklepał ja po ramieniu i dał chusteczkę. Daniela się uspokoiła. Kiedy wracała do domu z Wichrowego Miasta do swego mieszkania w Wielkim Mieście, czuła się już spokojna. Nie wiedziała jednak, że najgorsze przed nią. Przyjaciółka Danieli - Elle ostrzegała ją przed terapią. Że rozwala jej emocje. Daniela jednak jechała ostrożnie i puściła w seiczencie łagodną muzykę relaksacyjną. A była prawdziwą melomanką: uwielbiała Tori Amos, Fionę Apple oraz norweski zespół Secret Garden. A także hymny anglikańskie.

Ps. Zapraszam także na Księgę Nocy Blogspot. 

sobota, 28 marca 2020

Początek Wielkiego Oczekiwania.

Nazywam się Daniela Werowska i mam 30 lat. Urodziłam się 19 maja 1970 roku w Wichrowym Mieście. Jestem pracownikiem korporacji. Z wykształcenia jestem filologiem. Cierpię na nerwicę i depresję. Uwielbiam sherry, kawę i papierosy. Po Kraju podróżuję swoim niebieskim seicentem. Kraj Lessów leży na południu Północnego Kraju. W Wielkim Mieście zostawiłam przyjaciół i rodzinę. Jestem protestantką. Jestem też potomkinią lokalnej szlachty.

Do Werowa przybyłam pierwszego lipca 2000 roku. Wiosna byłą niezwykle duszna i gorąca. Wzięłam dwa miesiące bezpłatnego urlopu, żyję już i tak na kredyt. Mam za sobą dwie próby samobójcze. Pierwszej dokonałam na studiach, połykając siedem tabletek Afobamu. Na szczęście wszystko zwymiotowałam. Drugiej próby dokonałam niedawno, nad Nową Rzeką, tnąc się. Na szczęście przeżyłam. Trafiłam do Pani Doktor i do bioenergoterapeuty. A to wszystko po nieudanej psychoterapii, zachęcona do niej przez mojego brata, który sam jest psychologiem. Rodzina moja , rodzice i brat zostali za Wielką Wodą. Jestem sama jak palec. Przeszłam też ustawienia systemowe. Z nich wynikało, że to Ja jestem kozłem ofiarnym.Trafiłam też do bioenergoterapeuty, który powiedział, że przeżyłam, bo mam mocnego Anioła Stróża. I że czeka mnie świetlista przyszłość. Jednak zalecił on poszukiwanie specjalisty, który trafi w lek.

Pani Doktor, do której trafiłam, rozpoznała zaburzenia lękowo – depresyjne. Dostałam Xanax i Seroxat. Jestem wrakiem człowieka. Nienawidzi on zdaniem kolegów i koleżanek inteligentnych ludzi. A pracuję w agencji reklamowej. Jestem odludkiem. Po prostu, stronię od ludzi.

Piszę wiersze, co mi pomaga. Jestem romantyczką. Uwielbiam patrzeć w nocne, rozgwieżdżone Niebo. I w Księżyc. Piszę poezję. Nie mam narzeczonego.

Werów leży na Południu Kraju. Otoczony jest wspaniałymi wzgórzami pełnymi strumieni i wąwozów. Jestem jednak Dzieckiem Nocy. Mój pierwszy sen z dzieciństwa to obraz milionów Księżyców i mnóstwo rowerów naokoło nich. Uwielbiam słuchać relaksującej muzyki. To podobno podnosi poziom serotoniny. Jednak z cukru i soli zrezygnowałam całkowicie.

Podobam się mężczyznom. Mam piwne oczy po odległych przodkach i kasztanowe włosy, które pod Słońce wydają się być czerwone. Jako dziewczynka cierpiałam na zaburzenia odżywiania. Kiedy mam dobry okres tyję, kiedy przeżywam lęki i łapie doły – chudnę. W każdej pracy podpadałam szefom. Dążę do tego jednak, by być w pełni niezależną kobietą.

Ukochany Werów to wioska na szczycie której stoi Dworek. Parter jest murowany, strych jest drewniany. Został wzniesiony przed Potopem Szwedzkim, przez moją Przodkinię, Ariankę, Adelajdę Pent. Adelajda była kobietą – samoukiem. Byłą astronomem, zajmowała się astrologią też jak i ziołolecznictwem. Korespondowała z najtęższymi głowami zachodniej Europy. Zniknęła w tajemniczych okolicznościach, zostawiając Męża i dwójkę dzieci.

Dworek był już wielokrotnie remontowany. Rodzice i Brat zza Wielkiej Wody przysyłali mnóstwo pieniędzy na jego remont, akurat kiedy Ja byłam w Wielkim Mieście. Dworkiem opiekuje się Pani Czyściocha, która uwielbia gotować, sprzatać, prać oraz kocha jak Ja koty i psy. Dworek wielokrotnie przewijał się w moich snach, na strychu jest Galeria Przodków. Boję się tych portretów, łypią na mnie oczami. W dzieciństwie często uciekałam do piwnicy, by przeżyć lato. Zaczęłąm nawet pisać "Pamiętnik ze świata ciemności". Bo upały mnie dobijały. A rok 2000 był wybitnie upalny.

Nad Krajem Lessów ścierają się dwa klimaty: podzwrotnikowy, i polarny. Klimat mamy iście szalony. Przepowiadacze Pogody ukuli nawet termin: żyjemy w Kraju o umiarkowanym klimacie i o nieumiarkowanych wahaniach. Nie trzeba wyjeżdżać za Granicę, by poczuć się jak na Południu Europy. Zresztą boję się latania samolotami. Wszędzie przemieszczam się swoim seicentem, albo busami lub autobusami.

A teraz kilka słów o Adelajdzie Pent. Jak wspomniałam, była Arianką, przez co stała nieco z boku swojej Rodziny. W annałach dworku odkryłam, że zbudowała lunetę wcześniej niż Galileusz. Była samoukiem. Reszta jej familii była kalwińska. Z jej pamiętników pozostały strzępki. Pisała po polsku i po łacinie. Dwa lata lektoratu łaciny na filologii polskiej pozwolił mi na odczytanie tych urwanych informacji. Kiedy nadeszła Kontreformacja, Adelajda ze szczytu Pagórka obserwowała z oddali płonące dworki innowierczej szlachty. Prawdopodobnie uciekła na koniu na Południe, nie zostawiając żadnego śladu.

Kraj Lessów to kraina mlekiem i miodem płynąca. Pełno jest gorących, cudownych źródełek. Pełno jest dzikiej przyrody. Kiedyś zachęcałam okolicznych Rolników, których pracę niezwykle szanuję, do agroturystyki. Niektórzy posłuchali mej rady. Sama sobie organizuję ten wypoczynek.

Panicznie boję się pająków i innych owadów. Jednak dworek był od nich zupełnie czysty. Po przyjeździe od razu zabrałam się za przemeblowanie parteru i gruntowne porządki, a Pani Czyściosze dałam wolne.

Biorę garściami Afobam. Palę papierosy . W weekendy piję sherry. Swoim zachowaniem i histeriami spowodowałam, że wszyscy ode mnie uciekają.  Mam dwa miesiące, by uporządkować swoje życie. W dzień śpię, żyję w nocy. W dzień szczelnie zasłaniam żaluzje. Musiałam przerwać psychoanalizę bez kozetki.

Żyję od świtu do zmierzchu, od zmierzchu do świtu. W dodatku niedawno zmącił mój spokój fakt, że odkryłam dzięki Internetowi swoje żydowskie pochodzenie. Więc jestem Lessanką i Żydówką. Zresztą od dziecka byłam inna. Co wmawiali mi wszyscy naokoło. Byłam kozłem ofiarnym. Nienawidzę dużych miast. Nienawidzę Wichrowego Miasta ani Miasta Wapieni. Lato spędzam w piwnicy, przynajmniej dnie, byle jakoś funkcjonować. Kiedyś byłam histeryczką, teraz wszyscy dali mi spokój. Nie mam żadnych powierników w realu, tylko same znajomości internetowe.

Przeszłam ustawienia systemowe. Widzę i czuję więcej. Ludzie ode mnie uciekali często, bo czytam z nieświadomości zbiorowej. Kocham jak moja przodkini astrologię, astromancję i wszystko co niezwykle. Parny rok 2000 to rok nadziei. A mam mocnego Anioła Stróża. Ma na imie Marek. Często widzę eklipsę Słońca i księżyca. 
 
 W salonie Dworku na Wzgórzu znajdowała się galeria przodków protestanckiej Danieli Werowskiej. Obrazy nocami łypały oczami. Lepiej było nie zapalać lamp ! Wodziły za wzrokiem oglądaczy - jak na obrazie "Mona Liza". Daniela wróciła seicentem z niedzielnego, porannego nabożeństwa. Zaparzyła bezkofeinowej kawy a potem w oknie zapaliła słabego papierosa. Pastor Thadeus Thor miał dziś wyjątkowo dobry humor. Nawet będąc kalwinistą - można cieszyć się życiem. Po porannym spacerze nad łąkami - Daniela sięgnęła po ukochaną książkę z dzieciństwa - po serię "Emilka" Lucy Maud Montgomery. Przed przyjazdem do Werowa przeszła tak zwane ustawienia systemowe. A pomógł jej w tym jej Anioł Stróż - Marek. Ale wróćmy do Galerii . Najwyżej - nad wejściem do pokoju gościnnego - gdzie wychodziło się na przepiękny balkon - wisiał portet opisywanej już Adelajdy Pent. Tuż po lewej od wejścia - portret Samuela Werowskiego - który był prapradziadkiem Danieli i wróżył z gwiazd. Tak, był astromantą ! Inne portrety były nieznane Danieli. Często wycierała pajęczyny. Pani Porządnicka dostała urlop. Był akuratnie lipcowy nów Księżyca. Daniela wyjęła swoją ceglastą komórkę i zadzwoniła do Ojca zza Wielkiej Wody.
- Witaj Córa ! Co słychać? - odezwał się męskim, niskim, zachrypniętym głosem.
- Odpoczywam, Tatku, odpoczywam. U nas siermiężna mgła i widać eklipsę !
- A  u nas środek nocy. Mama Iga słodko śpi, twój braciszek ma urlop, i też już śpi. Kiedy odbierasz wyniki badań?
- Pierwszego września . To jeszcze dwa miesiące. Ale postanowiłam w Werowie się urządzić raczej na stałe. Zamierzam udzielać korepetycji.
- Bardzo dobrze Danielko!
- Pożegnałam się z Wielkim Miastem raz na zawsze.
- To dobrze - odparł Stanley Werowsky. Pamiętaj o sobie i coś jedz. Sama gotujesz?
- Tak Tatku, zupy warzywne.
- Może wreszcie znajdź sobie kogoś.
- Na razie nikogo nie potrzebuję.
- Ale pamiętasz słowa Adelajdy Pent? Lepiej pod byle jakim płotem niż w szczerym polu.
- Pamiętam.
-Tatku, odezwę się jutro, OK? Koty domagają się karmienia.
- Dobrze Córa. Jedz coś i wysypiaj się. Na nas zawsze możesz liczyć.
Daniela odłożyła ceglastą komórkę , sięgnęła po słabego elema i wypiła łyk kawy bezkofeinowej.

Stanley Werowsky wyemigrował za Wielką Wodę w 1998 roku, razem z żoną Igą i synem Sylwestrem. Mocny charakter ! Urodzony pod znakiem Bliźniąt, wesoły, rozgadany i towarzyski. Nad życie kochał swą żonę i dzieci. Zawsze wpajał Danieli porządne wartości. Z wykształcenia był oblatywaczem samolotów. W Starym Kraju zrobił licencję pilota boeingów. Iga była urzędniczką, zaś Sylwester psychologiem i pedagogiem, podobnie jak Daniela. Zamieszkali w Nowym Jorku. Daniela w 2000 roku zakupiła - jak już było mówione -  seicento oraz ceglastą komórkę za pieniądze, które zaoszczędziła w pracy w korporacji. Stanley - jak to Stanley - był ciekawski świata. Inżynier lotnik, troszkę też chemik - o emigracji za Wielką Wodę podjął decyzję w jednej chwili. Daniela jednak w przeciwieństwie do reszty familii niezbyt chętnie opuszczała Stary Kraj. Stanley był czasem surowy , a czasem beztroski. Dzięki Tacie, Daniela  - tam gdzie mogła, pomagała ludziom. Wielką uwagę dzięki Ojcu i Bratu  - przyglądała się snom. Stanley był prawdziwym twardzielem. Daniela panicznie bała się latania samolotami, zaliczyła tylko raz - lot helikopterem. W pobliżu Werowa było bowiem małe lotnisko. Zaś prababcia Danieli w czasie II Wojny Światowej zajmowała się alianckim krypto - lotniskiem. Tak więc wszystko, co związane z Niebiosami - cały czas przewijało się w jej snach  i tematach rozmów. "Stanley, och Stanley - twarda sztuka" - tak o papie naszej głównej bohaterki mówiła Pani Porządnicka. 
 
 Daniela przebudziła się tuż przed świtem. Załączyła ceglastą komórkę, zażyła pigułki i wyszła na pole. Nikogo nie spotkała. Telefon milczał. Nikt nie dzwonił. Po obchodzie swojej wioski - zabrała się za czytanie pamiętników Adelajdy Pent - pierwszej kobiety w rodzie - Arianki. Adelajda Pisała po łacinie. Trzy lata lektoratu na filologii polskiej w Mieście Wapieni  - pozwoliły jej na czytanie ze zrozumieniem. W niedzielę zawsze gotowała sobie zupę pomidorową. Po spacerze zabierała się też za dzwonienie do Rodziny. Tym razem wybrała numer Mamy Igi.
- Mamo, to Ty?
- Tak Danielko.
- Co porabiasz?
- Zapomniałam, że w Kraju Wąwozów jest dzień, a za Wielką Wodą już noc.
- Wypiłam na śniadanie mleko. Mam słabe zęby i kości, więc mleka nie żałuję. Na obiad zupa pomidorowa. Zażyłam tabletki szczęścia i wyszłam na obchód wioski. Pustki.
- Nie zapominaj o sobie. Masz się oszczędzać. Co jeszcze robisz?
- Noc Mamo była piękna, gwiaździsta. Lubię kontemplować Księżyc i eklipsy słoneczne.
- Masz to po Stanley'u. Jesteś romantyczką Danielko.
- Tak, Mamo - Romantyczką.
- Odpoczywaj, będziemy w kontakcie.
- Pa Mamo, pozdrów wszystkich.
- Trzymaj się Danielka !
Lato dwutysięcznego roku było zimne i deszczowe. Takie Daniela kochała.
W Niedzielę zawsze tylko zupa i mleko.
Nabożeństwa oglądała w telewizji satelitarnej.
 
 Daniela przebudziła się nad ranem i zażyła tabletki szczęścia.
Wystawiła śmieci przed dom i poszła do łóżka.
O szóstej dziesięć - było już widno - wybrała się ze swoim kocurem zwanym Kiciusiem  - na obchód wioski. Zabrała okulary przeciwsłoneczne, by obserwować Lipcowy Nów Księżyca. Doszła do głównej Drogi, łączącej Werów z Miastem Wapieni. Napotykała samych Dobrych Znajomych i Nieznajomych. Każdego nazywała Aniołem. Wróciła po dwudziestu minutach do domu, i zaparzyła mocnej melisy z miętą oraz bezkofeinowej kawy. Sprawdziła ceglastą komórkę - nikt nie dzwonił.
Wyszła na taras, by dzięki przypalonej szybce obserwować Lipcowy Nów Księżyca.
Zaobserwowała ukochaną Eklipsę ! Oraz olbrzymie halo wokół Słońca. Potem wzięła gorący prysznic i zabrała się za lekturę wspaniałej Lucy Maud Montgomery. 
 
 Daniela przebudziła się o 5.15. Zażyła tabletki szczęścia, zaparzyła multum kaw bezkofeinowych oraz słabe lurowate, i wyszła na pole. Wróciła dopiero o 7.10. Spacerowała - uwielbiała to. Ceglasta komórka milczała. Po dwugodzinnym spacerze załączyła swój komputer. Spisywała w nim swoje sny, oraz poezję. Niebo było tuż po nowiu. Doszła do głównej arterii Werowa, gdzie napotykała zazwyczaj karetki i radiowozy. Wróciła zrelaksowana z ulubioną kawą sypaną oraz rozpuszczalną. Środy były dniem odpoczynku. Wtedy Daniela odpoczywała po obserwacji nocnego rozgwieżdżonego Nieba. Pozdrawiała znajomych, pozdrawiała sąsiadów. Pani Porządnickiej dała urlop na czas nieokreślony. Sprzątała zaś w piątki. Była osobą mocno wierzącą. "Wiara czyni cuda" - to zawsze jej powtarzała prababcia Róża. Daniela wyłączyła telefon, wyłączyła komputer - i rozpoczynała środowy relaks, po nocnych obserwacjach oraz spacerze w świetle wschodzącego Słońca.
 
 

piątek, 20 marca 2020

Adrian Tinniswood - Brytyjska monarchia od kuchni - przypomnienie doskonałej książki na czas kwarantanny.

Znalezione obrazy dla zapytania Adrian Tinniswood - Brytyjska monarchia od kuchni.Książkę pochłonąłem w jedno zimowe popołudnie, a zamówiłem ją w Świecie Książki. Pasjonatem Windsorów jestem od 1997 roku - od czasu kiedy to u mojej Śp. Babci Jadwigi oglądałem pogrzeb Lady Di, na czarno - białym telewizorze. Jak to sama królowa Elżbieta zwykła mawiać, w Zjednoczonym Królestwie działają siły, o których nie mamy pojęcia.

Czu monarchia przetrwa? Być może tak, być może nie. Windsorowie są długowieczni. Królowa Elżbieta Matka dobiła do 102 - lat, jej córka przekroczyła już setkę.

Wiadomości z życia brytyjskiej monarchii podbijają media, a losy Windsorów śledzą miliony ludzi na całym świecie.

Książka została napisana ze swadą. Bardzo dobrze się ją czyta. A wydało tę książkę wydawnictwo Bellona. Moje ulubione też zresztą. Książka jest dobra dla nie - historyków także. Śmiało mogą po nią sięgnąć nie - historycy. Zachęcam do lektury, książka może być wspaniałym prezentem na Święta !

Osobiście uwielbiam Elżbietę Drugą. Lady Di kochałem, a księcia Filipa nie lubię. Mam takie swoje monarchiczne sympatie i antypatie.

Zachęcam do lektury !

poniedziałek, 2 marca 2020

Patrick Graham - Apokalipsa według Marii. Ludzkości zagraża niosący zagłade wirus.

źródło zdjęcia: Lubimy Czytać.

Książka na czasie. Wypożyczyłem ją w ulubionej bibliotece za rogiem, i pochłonąłem w jeden dzień.
"Marie Parks, młodą agentkę FBI - dręczą powracające wizje przeszłych i przyszłych wydarzeń. Dzięki nim, dzięki zdolnościom parapsychologicznym - udaje się jej wytropić kilku seryjnych morderców".

Książkę czyta się jednym tchem. Wartka akcja, świetne zwroty akcji. Prawdziwa dynamika ! Dawno nie czytałem tak mocnej książki. A i książka - jak wspomniałem - na czasie. Do tej publikacji będę powracać. Lubimy się bać ? Czasem lubimy. Lubimy gęsią skórkę na własnym ciele? Czasem lubimy. Bardzo dobry thriller, wciągający od pierwszych stron. Kiedyś czytałem szwedzkie kryminały, teraz czas na anglosaskie dziełka. Serdecznie polecam Czytelnikom bloga. Warto przeczytać !

PS. Książkę zamierzam przeczytać jeszcze raz. Na oddanie mam trzy tygodnie !

niedziela, 1 marca 2020

Lucy Maud Montgomery - Emilka z Księżycowego Nowiu.

źródło zdjęcia: LUBIMY CZYTAĆ.

Książkę zakupiłem w Kolporterze, tuż za rogiem. Była to jedna z ulubionych lektur mojego dzieciństwa, a w piwnicy mam jeszcze kilka starych wydań. Przyznam, że mam wyobraźnię bardzo plastyczną, i wyobrażam sobie czytany tekst. Jak to moja jedna Znajoma internetowa podsumowała: mam kontakt z czasami, które czytam. Książka wciągnęła mnie do reszty, a lekturę dawkowałem sobie powoli. Emilka jest wrażliwą duszą, może nawet nadwrażliwą. I takich bohaterów kocham. Kiedy traci Ojca, trafia do surowych ciotek kalwinistek na wychowanie. Ale nie poddaje się, i jest sobą. Z wolna ewoluuje z nadwrażliwego dziecka, w dorosłą kobietę. A to wszystko w klimatach tak ukochanych przeze mnie - klimatach wiktoriańskich. Polecam tę lekturę wszystkim Czytelnikom bloga. Emilka jest - przyznam - zbliżona do mojej Danieli z "Wielkiego Oczekiwania". Lubię wracać czasami do klimatów swego dzieciństwa - a klimaty wiktoriańskie są memu sercu niezwykle bliskie. A teraz czeka na mnie słaba kawa rozpuszczalna, szukanie w piwnicy starych tomów "Emilki". No i pisanie "Wielkiego Oczekiwania". Lucy Maud Montgomery to ikona sama w sobie. Polecam !

środa, 26 lutego 2020

Anna Świderkówna - Biblia w świecie greckim.

Bardzo ciekawa to lektura ! Książkę wypożyczyłem w swojej ulubionej Bibliotece. Jest niewielkich rozmiarów - i bardzo dobrze się ją czyta. Jestem  - jak to się mówi - "fanem" starożytności. Broniłem się w 2007 roku na Akademii Świętokrzyskiej z zakresu wierzeń pogańskich basenu Morza Śródziemnego, a tematem mojej pracy był "Apologetyk" Tertuliana - "Obraz religii tradycyjnych w Apologetyku". A więc do lektury Pani Profesor wróciłem po trzynastu latach. Niewielkich jak wspomniałem rozmiarów książeczka, którą Drodzy Czytelnicy możecie przeczytać bardzo szybko. Aktualnie uczę się też greki, hebrajskiego oraz odświeżam łacinę. Jest to obowiązkowa lektura dla każdego humanisty. Nie zawiedziecie się na piórze Wielce Szanownej Pani Profesor. Czyta się jednym tchem ! Serdecznie zachęcam do lektury. Dziś mamy Środę Popielcową, a więc lektura w sam raz na ten ważny dla Nas czas. Polecam ! Jako starożytnik z wykształcenia - muszę wspomnieć - lektura mną zawładnęła !

środa, 12 lutego 2020

Droga na Północ - Antologia norweskiej literatury faktu. Świadectwa XX wieku. Ośrodek Karta.

 Norwegia droga na północ - okładka książki
 źródło zdjęcia: Wydawnictwo Ośrodek Karta.    Książka ta to istna cegła. Otrzymałem ją jako prezent gwiazdkowy w 2017 roku bodajże. Jestem jako historyk fanem wszelakiego rodzaju reportaży.  A Norwegia jest memu sercu bardzo bliska, swego czasu myślałem nawet o studiach w zakresie filologii nordyckiej. Publikacja liczy blisko 660 stron. Została utkana z serii reportaży, wspomnień, pamiętników. To jest istna uczta dla duszy dla historyków, politologów, dziennikarzy, oraz filologów. Socjologom też ją polecam. Książka miejscami wstrząsa, i to bardzo. "Droga na Północ" jest prawdziwym majstersztykiem. Nie ma tutaj według mnie nierówności. Niegdyś - jako Prosperiusz - recenzowałem książki z tego wspaniałego Wydawnictwa. Polecam ją na długie, zimowe jeszcze wieczory, do kawy, herbaty, bądź mięty. Trzeba sobie zarezerwować czas. Mamy tutaj także wiele wątków polskich. Obok zapisków gospodyni mamy zapiski "wyżej" postawionych od niej osób. Wspaniała to lektura ! Ale trzeba mieć - wolną chwilę. Szczerze polecam !
 

poniedziałek, 10 lutego 2020

Zygmunt Kubiak - Mitologia Greków i Rzymian.

Książkę zakupiłem w 2002 roku, będąc na drugim roku studiów historycznych Akademii Świętokrzyskiej. Książkę tę czytałem wiele razy. Została wydana przez Świat Książki. Cóż to za cudowna lektura ! Bije na głowę inne mitologie grecko - rzymskie. Ale z tym nie musicie się  - Drodzy Czytelnicy - zgadzać. Książka ta już pozostanie w moim księgozbiorze na zawsze. Z Grekami mam wiele wspólnego - między innymi patrzenie w piękno nocnego , wygwieżdżonego Nieba. Mitologia ta wciąga od pierwszych stron. Pomaga mi także w pisaniu "Wielkiego Oczekiwania". Nie jest to lektura łatwa dla laików - ale Autor - wszystko solidnie tłumaczy. Polecam ją szczególnie historykom, historykom sztuki, archeologom oraz filologom naturalnie też. Teolog obok niej też obojętnie nie przejdzie. A moja przygoda z Mitologią - zaczęła się w 1989 roku, gdy zacząłem wertować siostrzaną Mitologię Parandowskiego. Jednak ta - jest moją ulubioną. Szczerze polecam !

czwartek, 6 lutego 2020

Bogdan Bartnikowski - Dzieciństwo w pasiakach.

Dzieciństwo w pasiakach źródło zdjęcia: Tania Książka.

Książkę zakupiłem  w Kolporterze, tuż za rogiem. Kosztowała 16.99 PLN. Jako historyk z wykształcenia, nie mogłem przejść obok takiego tytułu obojętnie. Tym bardziej, że mieszkam na osiedlu, gdzie rozstrzelano w latach czterdziestych ubiegłego stulecia 200 naszych Starszych Braci w Wierze. A następnie ciała wywieziono do pobliskiego lasku, gdzie pochowano Ich w zbiorowej mogile. Z okien swego pokoju mam widok właśnie na ten las. Pytanie polonistki z 2000 i 2001 - go roku - czy po Holokauście może istnieć poezja? Owszem, może  , ale jest ona naznaczona piętnem pomordowanych. Dzieciństwo w pasiakach - to książka wstrząsająca. Przeczytałem ją jednym tchem w godzinę. Takich książek nigdy dość. Akurat mieszkam na Południu Kraju, gdzie był bardzo duży dryf genetyczny. Zbieram informacje od dalszej i bliższej Rodziny, tworzę drzewa genealogiczne. Autor nie owija w bawełnę. Najbardziej wycierpieli w czasie II Wojny Światowej Żydzi, Polacy i Rosjanie. Dzięki takim książkom jak ta - doceniamy to, co mamy. Siostra mojej zmarłej Śp. babci Heleny przeżyła z kolei piekło w Dachau - była tam aż cztery lata. Wyzwoliły ją wojska amerykańskie - ale wcześniej musiała zaliczyć "Marsz Śmierci" przez bawarskie lasy. Została wywieziona na roboty przymusowe do III Rzeszy, Niemka nazwała ją "polnishe shweine", na co ciotka wzięła widły - i - Niemkę nazwała też świnią. Za to poszła do Dachau. Powtarzam się - ale takich książek nigdy dość. Jakakolwiek zbrodnia na ludzkości nie może już się powtórzyć. Ani na Żydach, ani na Polakach, Rosjanach. Ani na Palestyńczykach. Książka jest bardzo trudna. Ale szybko się ją czyta. Polecam Wszystkim Czytelnikom bloga. Warto zajrzeć do tej niewielkiej objętością, trudnej, acz potrzebnej książki.

Podsumowanie działalności bloga.

Łączna liczba wyświetleń
22 209
 
 
Obserwatorzy
 
 Odbiorcy:

Polska
10618
Stany Zjednoczone
5847
Niemcy
1238
Ukraina
592
Rosja
589
Nieznany region
483
Francja
388
Holandia
353
Wielka Brytania
239
Irlandia


Tak więc IMPERIUM odbudowane ! Dziękuję wszystkim !
171 
 
 

wtorek, 4 lutego 2020

Przebaczanie z aniołami. Jak korzystać z mocy aniołów, by się uwolnić, uzdrowić i doświadczyć cudów .

 Przebaczanie z aniołami. Jak korzystać z mocy aniołów, by się uwolnić, uzdrowić i doświadczyć cudów źródło zdjęcia: Świat Książki.

Autor: Kyle Gray

Książkę połknąłem w jeden wieczór. Uwielbiam bowiem ezoterykę. Przeczytałem i podarowałem Siostrze. Jako, że jestem zwolennikiem duchowości jungowskiej, obok takiego tytułu nie mogłem przejść obojętnie. Tematyka - jednych zainteresuje, a drugich odrzuci. Jednak w epoce, w jakiej żyjemy - w Erze Wodnika - postęp technologiczny może iść w parze z uduchowieniem Jednostki. Autor ma lekkie, zwinne pióro. Książka jest "kompatybilna" z aktualnie pisanym przeze mnie "Wielkim Oczekiwaniem", gdzie moja bohaterka ma potężnego Anioła Stróża Marka. Recenzja krótka, bo i książeczka ciekawa, w sam raz na jeszcze długie, zimowe wieczory. Serdecznie polecam, wszystkim Czytelnikom, którym świat duchowy nie jest obcy. A na takie deszczowe, mgliste dni i długie noce - w sam raz idealna do ziołowej herbaty lub zbożowej kawy. Polecam !

czwartek, 30 stycznia 2020

Adelajda Pent - ciąg dalszy. Z annałów Przodkini Danieli. (Wielkie Oczekiwanie)

Zupełnie nie wiem, co mam robić. Jestem Arianką. Raków jest niedaleko. Płoną okoliczne dwory. Moja luneta i przyodziewek - są gotowe do ucieczki. Chyba to wszystko zostawię i odjadę. Koń w zagrodzie już czeka. Sama przeciwko wszystkim ! Właśnie wróciłam z obchodów swych dawnych włości. Chłopi na polach, w zagrodach, winnicach i przydomowych ogródkach - radzą sobie bardzo dobrze. Nie uznałam boskiej, lecz ludzką naturę Jezusa. Tak ! Sama przeciwko wszystkim! Domek w dolinie przekształciłam na Zbór Mniejszy. Oczekuję korespondencji z Zachodu. Nie wiem, co czeka Werów. Wszyscy są arianami. To mała plamka na mapie Kraju Lessów. Nie mam się kogo doradzić. We wczesnej młodości byłam kalwinistką - i wierzyłam w predestynację. Teraz jestem - i do końca życia - zaprzysięgłą Arianką. Żydom w Werowie dałam pełną wolność Trzy karczmy i dwie gorzelnie. A z nerwów chudnę z dnia na dzień, mało jem chociaż dużo śpię. Nocne niebo niepokoi. I sama już nie wiem co mam z tym wszystkim robić. Ale jak to mawia stare lessańskie porzekadło: "Poranek mądrzejszy od wieczora". Piję melisę i miętę. To mnie uspokaja. Zza Wielkiej Wody przyszedł dziwny wynalazek - tytoń. Przychodzą i inne ciekawe rzeczy. Portrety Przodków łypią nocami w galerii na parterze dworu. Katolicy nie chcą ze mną mieć nic wspólnego. Zostają mi tylko Żydzi i inni Bracia i Siostry w Wierze. Kiedyś modliłam się w prywatnej katolickiej kaplicy o rozeznanie. I uzyskałam go. Nie krzywdzić nikogo. I robić swoje.

c d. n.

wtorek, 28 stycznia 2020

"Cmentarne Nowele" - z annałów komputera - czyli Paranormal Romance.

Karolina miała czterdzieści lat. Od piętnastu, czyli od czasów ukończenia studiów z zakresu historii sztuki na lokalnym Uniwersytecie, stała się pracownicą Agencji Reklamowej. Marzyła jednak o renowacji starych nagrobków w swoim rodzinnym Mieście. Jako szefowa była bezwzględna. Wyciskała z siedmiu swoich podwładnych ostatnie poty. Czasem, nad ranem - dostawała dziwne mejle. Kiedy miała dwadzieścia lat bowiem - zagrała główną bohaterkę w serialu dla młodzieży - pod nazwą "Wampirze Noce". Miała brązowe włosy, wpadające latem w odcień rudości, ważyła nieco 50 kilogramów. Miała piwne oczy. Serial ją mentalnie wykończył. Jej ostatni chłopak - o imieniu Konstanty uciekł po prostu od niej. W szkołach szara myszka - lecz z czasem, przez okres studiów - zaczęła przeistaczać się w silną, niezależną kobietę. Praca była dla niej wszystkim. W pracy była niczym ogień. Maskowała w ten sposób depresję i nerwicę. Mieszkała na drugim piętrze kamienicy , która niegdyś należała do jej Pradziada Michała, znanego astrologa. I ona często patrzyła w nocne, gwiaździste niebo. Perseidy - w ich czasie, w sierpniu - wyjeżdżała za miasto , brała lornetkę i lunetę, i podświetlaną mapkę nieba. Starała się być Damą - jak jej od dziecka wtłaczano do głowy. W pracy ogień, zaś po pracy, była słabą, potrzebującą silnego oparcia kobietką. Karolina miała swoich ukrytych fanów, z czasów gry w serialu. Doświadczała wielu paranormalnych zjawisk na co dzień.
Skrycie marzyła o mężczyźnie, który będzie taki, jak wykreowany przez głównego bohatera "Wampirzych Nocy". Żyła prywatnie skromnie, nad ranem często się budziła. I Nauczyła się liczyć na samą siebie.

c.d.n.

Przyznam, że do "Cmentarnych Nowel" zainspirowały mnie "Pamiętniki Wampirów". Pisać muszę z głowy, gdyż stare dokumenty na mym laptopie coś złośliwie się nie chcą otwierać.