Książkę zakupiłem równy rok temu, musiałem jej dać szansę teraz. Jest
zupełnie inna od recenzowanej wcześniej Mary Beard. Autor bowiem jest
historykiem, Mary Beard to filolog klasyczny. Na studiach historycznych
przez 5 lat studiowałem historię starożytnego Rzymu. Był to mój konik od
czasu, gdy w 1992 roku rodzice puścili mi na wideokasecie film "Quo
Vadis" z 1953 roku. Wtedy to starożytny Rzym mnie oczarował. A teraz
czeka mnie grudniowa wyprawa do Wiecznego Miasta - grudniowa gdyż w
grudniu jest tam ciepło, mglisto o deszczowo. Na studiach Rzym
przerabiałem na pierwszym roku w ramach kursu obowiązującego wszystkich
studentów, potem przez rok na proseminarium i aż dwa lata na seminarium
magisterskim. Do tego dochodziło konwersatorium autorskie o hutnictwie w
okresie wpływów rzymskich.
Książka mnie oczarowała. Autor napisał ją tak, by frajdę z czytania
mieli nie tylko historycy, którzy jak ja pomogli sobie odświeżyć wiedzę,
ale i osoby zupełnie ze starożytnym Rzymem nie związane. Całość
narracji obejmuje okres od założenia miasta po czasy cesarza Justyniana,
który na krótko wskrzesił Imperium Zachodnie. Książka odpowiada też na
najbardziej mnie nurtujące tematy: jak to się mogło stać, że zapadnięta
osada, mała wioska nad Tybrem , z biegiem czasu stała się władczynią
większości ówczesnego zamieszkałego świata? Odpowiedzi dostajemy bardzo
dużo.
Polecam ją wszystkim , historykom, historykom - amatorom, filologom
klasycznym, historykom sztuki oraz osobom, które wybierają się do Rzymu
czy to na pielgrzymkę czy to na krótkie jak ja grudniowe wakacje.
Serdecznie zachęcam do lektury !
Profesor Brodziak to postać niezwykła. Lekarz, nawet filozof, prowadzi
badania interdyscyplinarne. W tej książce próbuje odpowiedzieć na
pytanie, jak wiara tyczy się mechaniki kwantowej. Książkę przeczytałem w
ciągu jednego dnia, chociaż Autor zaleca czytać ją etapami, rozkładać
ją na dni. Problematyka jest ciekawa. Mnie zainteresował rozdział
"Sprzęt nadawczo -odbiorczy wiejskiego kościółka". Autor w nim
zastanawia się, czy przypadkiem nie działa taka budowla jak układ,
wysyłający we Wszechświat problemy zgromadzonych wiernych. Książka do
najprostszych nie należy. Są to po prostu interdyscyplinarne rozważania
nad wiarą, wszechświatem, problemem śmierci, a nawet nad reinkarnacją.
jednak zupełnego laika może wciągnąć i zainspirować. Oczywiście są też
fragmenty, na które przymykam oko, na przykład wtręty o UFO. Książka
powstawała około 1998 roku, więc pewne informatyczne rzeczy są
nieaktualne. Ale profesor Brodziak to renesansowy umysł, jak wspomniałem
we wcześniejszej recenzji, miałem z nim około 2008 roku kontakt
mejlowy, gdy przedstawiłem mu pewną technikę medytacyjną. A więc polecam
tę lekturę wszystkim tym, którym tajemnice Wszechświata nie są obce.
Nie zawiedziecie się!
W ciągu swoich studiów historycznych w latach 2002 -2006 aż trzy lata wybrałem na historię starożytnego Rzymu. A właściwie 3 i pół roku. Dwa lata seminarium magisterskiego, pół roku na proseminarium i pół roku na wykład i ćwiczenia kursowe. Do tego dochodziły konwersatoria autorskie, między innymi na temat hutnictwa w starożytnym Rzymie i archeologia. Książkę nabyłem rok temu, przeleżała blisko rok, dając szansę innym. Niepotrzebnie przeleżała ! Ale chyba po prostu czekała na swoją kolej.
Jest to książka inna niż wszystkie. Mary Beard jest filologiem klasycznym, a nie historykiem, ale to w niczym nie ujmuje tej książce. Chronologicznie obejmuje czas od założenia miasta po rok 212 kiedy to cesarz Karakalla nadał wszystkim obywatelom obywatelstwo rzymskie. Autorka roztrząsa w niej między to, jak taka mała nierokująca właściwie mieścina nad Tybrem, stała się z biegiem stuleci władczynią świata.
Mamy pełno ciekawostek. Możemy się dowiedzieć, co jedli starożytni Rzymianie, na podstawie badań archeologicznych kloak i resztek ich odchodów - ano były to jajka i jeżowce przeważnie. Narracja Autorki bardzo wciąga. Książkę rozpoczyna spisek Katyliny, a kończą bardzo rzetelne przypisy. Dzięki przypisom wiem, że mój angielski wcale nie jest taki zły, i mogę śmiało sięgnąć po źródła internetowe.
Cenię Mary Beard przede wszystkim, że wzięła się za książkę będąc filologiem klasycznym. Powstało coś innego. Nie ma suchej narracji, jest wiele ciekawostek.
Andrzej Brodziak to lekarz chorób wewnętrznych, pracownik Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Miałem kontakt z Panem Profesorem w 2008 roku, kiedy to konsultowałem z nim pewną moją technikę medytacyjną. To renesansowy umysł, który wykracza daleko poza granice medycyny. Zajmuje się między innymi psychoanalizą, fizyką kwantową, informatyką i matematyką.
Zasada Antropiczna zakłada, że wszystkie parametry Ziemi czy Wszechświata "zostały opracowane" w taki sposób, by mógł specjalnie pojawić się człowiek. Jest to bardzo ciekawe. Panteizm jednym słowem, i bardzo bliska mi teoria. Książkę czyta się bardzo szybko, kiedyś była dostępna Online.
Autor jednym słowem twierdzi, że jesteśmy nieśmiertelni. Jesteśmy bowiem według niego czymś na kształt programu komputerowego. Dopóki procesor istnieje, dopóty istniejemy. Bardzo blisko te teorie są powiązane z obecnie popularnymi teoriami na temat Płaskiej Ziemi. Mówi się w tej książce o reinkarnacji, ale w taki trochę bardziej naukowy sposób.
Książkę polecam wszystkich zainteresowanym rozwojem duchowym, którzy nie boją się wyjść poza ustalone granice naszego świata. Książkę czyta się szybko i z zapartym tchem. Jest bardzo ciekawa, i mistrzostwem w tej książce jest połączenie psychoanalizy, medycyny, matematyki, fizyki kwantowej.
Wspaniała to lektura. Przeczytałem w ciągu dwóch dni. Imperium
Habsburgów nie powinno nam być obce, a to przynajmniej ze względu na
galicyjski Kraków. I okupację austriacką w czasie pierwszej wojny
światowej. Autor ma lekkie pióro, narracja płynna. Książkę ubogacają
także przypisy, przez które warto się przedrzeć, by lepiej zrozumieć
treść. Sporo mamy o galicyjskim Krakowie i Lwowie, a także peryferyjnych
Brodach. Imperium Habsburgów było żywą, multi etniczną tkanką,
organizmem żywym, który od 1914 roku zaczął się trząść w posadach.
Polecam wszystkim zainteresowanym monarchiami, nie stracicie czasu, a
nabędziecie nowej wiedzy. Serdecznie polecam !
Posiadam wydanie tej książki z 1987 roku. Książkę odgrzebałem dosłownie z
zakurzonych regałów. Pierwszy raz ją przeczytałem, gdy byłem w piątej
klasie szkoły podstawowej, czyli było to tak gdzieś w 1993 roku, a
książkę odziedziczyłem po swojej o siedem lat starszej siostrze. Często
wracałem do tej książki, a teraz postanowiłem ją przeczytać jeszcze raz.
Borys Gorikow to uczeń gimnazjum syberyjskiego już prawie Arzamasu.
Poznajemy kompletnie jego świat wewnętrzny i zewnętrzny. Autor ma
świetne pióro, a książkę czyta się jednym tchem. Przeczytałem ją w ciągu
kilku godzin. I wierzcie mi, że do tej lektury będę wracać. Mimo, że
została wydana w 1987 roku, mimo, że Autor był poczytnym pisarzem tej
"czerwonej" strony. Borys Gorikow - ujmujący bohater książki, który pod
wpływem wydarzeń 1917 roku ucieka z domu i rozpoczyna samodzielne,
tułacze wpierw, a potem żołnierskie życie.
Serdecznie polecam tę książkę, i nic z tego, że została wydana w 1987
roku. Świat wewnętrzny chłopca, myślę, że jest światem uniwersalnym.
Polecam wszystkim tę książkę.
Cóż, przeglądałem swoje szpargały i natknąłem się na tę książkę.
Pamiątka po wspólnym mieszkaniu i dzieleniu pokoju z siostrą. Tytuł mnie
zaintrygował. Ale nie zgadzam się z Autorką, jakoby to tylko kobiety
były obdarzone intuicją. Bo na przykład w linii pochodzenia mojego Ojca,
to mężczyźni wykazywali się niewątpliwie częściej intuicją niż kobiety.
Fajna to lektura. Książkę przeczytałem w jeden dzień. Autorka odwołuje
się w swej tradycji raczej do New Age niż do tradycji wiccańskiej.
Prezentuje rytuały związane z codziennym prowadzeniem domu. I tak mamy
kolejno: opis magicznych narzędzi, magia i wróżenie na użytek domowy,
magia w parku i ogrodzie, magia w miejscu pracy, magia w podróży, magia
związana z porami roku, magia kamieni i kryształów, magia świec, magia
różdżki i wahadła. Ciekawa to jest lektura, po prostu. Napisałem o
tradycji New Age i wiccańskiej. Wicca to oficjalny system magiczny,
który ma sformalizowane praktyki i narzędzia. Cassandraa Eason
reprezentuje typ bliższy tradycjom ludowym, niż wicca. Oczywiście do
pewnych rzeczy zawartych w tej książce należy podchodzić z przymrużeniem
oka. Niemniej, lektura wydała się być ciekawą, i bliską codziennemu
życiu, a mężczyznom też ją dedykuję, jak wspomniałem, przecież my też
jesteśmy obdarzeni intuicją. Ciekawy sposób znalazła Autorka (na
przykład) na znalezienia miejsca na parkowanie na zatłoczonym parkingu.
Lektura bardzo przyjemna i szybka.
Książkę czytałem na raty, tak mi się jakoś zdarzyło. Ale to nic, bo po
ponad półrocznej przerwie wszystkie wątki miałem w głowie. Dotąd z
kryminałów czytałem jedynie szwedzką Asę Larssonn. "Ocalałe" to świetnie
skonstruowany kryminał, którego główny wątek dotyczy kobiet ocalałych z
masakry. Pióro twórcy jest jak promień lasera: nie ma tutaj praktycznie
wątków pobocznych, wszystko skonstruowane jest wokół ocalałych. Czyta
się prędko, jednym tchem. Myślę, że ten kryminał ma duży potencjał.
Zakończenie mnie zupełnie zaskoczyło. Akcja jest wartka, książkę bardzo
dobrze się czyta. Polecam ! Chociażby na jedno jesienne popołudnie bądź
wieczór.
Uwielbiam wszystko co brytyjskie, anglikanizm mnie pociąga, jeśli istnieje reinkarnacja, to musiałem być Brytyjczykiem chyba. Dziś przepiękna pieśń z wesela Kate I Williama .
Książka przeleżała w szpargałach dobre sześć lat, czekała na swoją kolej.
Nie jestem z niej zadowolony. Jest to niby remedium na wszystko, taki misz - masz. Mnie najbardziej zainteresowały ćwiczenia na rzucanie palenia i na problemy z astmą. Ksiązkę zakupiłem w 2012 roku. Opis ze strony księgarni internetowej:
Trening autogenny jest jedną z najskuteczniejszych metod relaksacyjnych.
W ciągu zaledwie 2-3 minut pozwala osiągnąć wewnętrzny spokój i znaleźć
nowe siły. Jest stosowany przez miliony ludzi na całym świecie i coraz
częściej wykorzystywany przez psychoterapeutów i lekarzy. Ten poradnik
pokazuje, jak trenować i jak wkomponować trening autogenny w swoje
codzienne zajęcia. W odróżnieniu od innych książek przedstawia konkretne
zastosowania treningu autogennego w życiu codziennym. - Lepszy wypoczynek - Lepszy sen - Zapobieganie wahaniom nastroju - Lepsza sprawność umysłowa, koncentracja i kreatywność - Lepsza wydajność w szkole i pracy - Złagodzenie bólu - Lepsze krążenie krwi - Lepsza sprawność mięśni Skuteczna pomoc w alergiach, depresji, nadciśnieniu krwi, nałogach, zaburzeniach trawienia
Dzięki treningowi autogennemu możesz wpływać na siebie za pomocą
osobistych myśli przewodnich. Tu znajdziesz wskazówki, jak je tworzyć,
i praktyczne formułki dla 30 najczęstszych dolegliwości fizycznych
i psychicznych.
Najważniejsze, że dobrze się przy treningu zasypia. Ja zasypiałem momentalnie, bo nie miałem okazji ćwiczyć na stojąco.
Jednym słowem: polecam i nie polecam. Dla zabieganych - musicie znaleźć czas wolny , nie zabiegani - coś tam sobie z tej wiedzy uszczkniecie. Tak polecam więc tę książkę na dwa razy.
Książka przeleżała u mnie kilka lat w szpargałach regału. Widocznie każda książka ma swój czas. I ten czas nadszedł. Przeczytałem jednym tchem. A to wszystko pod auspicjami Świata Książki, mojej ulubionej księgarni internetowej. Nie wiem nawet, kiedy z rąk mej siostry trafiła w moje ręce.
Książka opowiada o świecie Aniołów, Świecie Zwierząt, feng shui, numerologii, Mapach Życia, jest książką bardzo pozytywną. Autorka co najważniejsze wygrała swoją walkę z ciężką chorobą, dzięki czemu dzieli się swoimi doświadczeniami. Nie jest to książka typu New Age. Jest znacznie głębsza i poważniejsza. Ile znamy wokół siebie osób , które wygrały walkę z poważną chorobą? No właśnie, taką osobą jest Autorka. Książka magiczna, książka niezwykła.
Polecam każdemu na rozstajach życia. Każdy ma przecież swojego Anioła Stróża. Książka jest też bardzo refleksyjna, uczy innego spojrzenia na świat, co jest niezwykle cenne. Zachęcam do lektury, bo książka jest bardzo wartościowa ze swoimi przesłaniami.
Książka odleżała swoje bo była prezentem gwiazdkowym. Otoczony bowiem jestem książkami i swoimi, i tymi bibliotecznymi, a mnie jako historyka, jakoś szczególnie ta książka nie powaliła na kolana. Mamy tutaj raczej zbiór ciekawostek, i cały czas jest napisana w taki sposób, że prosi się o więcej i więcej.
A więc po kolei: mamy dywersję, sabotaż, dezinformację, szantaż, fałszerstwa, porwania, zamachy, zabójstwa.
Książka napisana ze swadą, wciaga od pierwszych stron, jednak chciałoby się czegoś więcej i więcej.
Ale zalecam ją głównie nie - historykom, gdyż historyk będzie się domagać więcej i więcej. Jednak zachęcam do tej lektury .
Rozdział
VI. Pracowita cmentarna noc
Lipiec
2011
Kilka
minut po północy
Stary
Cmentarz, Wichrowy Sad
-
Jesteśmy tu już od godziny a mnie nic ciekawego nie przychodzi do
głowy - powiedział do Agnieszki Konstanty siedzący na nagrobku
Alfreda Vallu.
-
Musimy coś dziś ostatecznie wymysleć - odparła Agnieszka.
Karolina nas jutro dokładnie o wszystkie pomysły wypyta.
-
Karolina! Karolina! Zawsze ta Karolina! Dobrze, że przynajmniej nam
nadgodziny płaci za te nocne wyprawy.
-
A propos, Agnieszko! Czy wiesz na czyim nagrobku siedzę?
-
Jakiegoś Alfreda Vallu - skwitowała Agnieszka
-
Nie jakiegoś, tylko Jej Alfreda Vallu. Jej, czyli Karoliny
pra-pradziadka. A ona tutaj dość często przychodzi. Podobno dla
złapania psychicznej równowagi. Nic dziwnego, jest po historii
sztuki, być może stąd te dziwactwa?
-
Być może stąd. Ale skupmy się na reklamie, ok? Krótko odparła
Agnieszka.
-
Firma nazywa się Marmurowa Wieczność. Z czym kojarzy Ci się ta
nazwa? Oczywiście, ze z nagrobkami - uprzedziła Konstantego
Agnieszka. Jakie oni nam przedstawili warunki?
-
Ma być drogo. to po pierwsze. Ma być z humorem - to po drugie -
wyliczał Konstanty
-
No dobrze, ja mam taki pomysł: młoda dziewczyna przy pełni
Księżyca zasiedziała się na cmentarzu. Tak jej się śni. Tak się
zasiedziała, że zza nagrobków tuż przed północą wychodzi
kobieca zjawa cała w jasnej poswiacie i z latarnia w reku i mówi:
"Już północ, musisz iść" i dziewczyna zabiera się do
wyjscia. Lecz nagle kiedy zegar na pobliskim kościele wybija północ
na cmentarzu rozlegają się piekielne wycia, słychać łańcuchy i
jęki . Dziewczyna zaczyna biec i w ostatniej chwili przeciska sie
przez cmentarną bramę która zjeżdża coraz niżej i niżej.
dziewczyna sie budzi i słychać męski grobowy głos: "Nie
wszyscy po śmierci cieszą się spokojem, bo nie maja nagrobków
Marmurowej Wiecznosci"/
Kiedy
wskazówki zegara w pokoju pracowników agencji Candella wskazały
południe, drzwi od gabinetu uchyliły się a w nich pojawiła się
Karolina, która nie musiała nic mówić, wystarczyło jedno
wyniosłe spojrzenie by zakomunikować codzienne walne spotkanie w
jej królestwie kreacji.
_
Witam wszystkich zgromadzonych. Chcę usłyszeć co powiedzieli
właściciele
"Marmurowej
wieczności" - powiedziała Karolina i usiadła na swym
obrotowym krześle, podpierając rękami twarz i świdrując każdego
pracownika po kolei wzrokiem.
-
Są niecierpliwi. Przedstawiliśmy im pięć portfolio z reklamami
prasowymi ale nie chcą żadnej, mówią że im się nie podoba, że
to za bardzo tradycyjne - poinformowała grzecznie Agnieszka,
nieoficjalna druga szefowa całego zespołu, która umiejętnie
potrafiła ukryć brak siebie odpowiednim tonem głosu i gestykulacją
-
Chcą bardzo szybko zamieścić reklamy w prasie, ale nie chcą
słyszeć o naszych dotychczasowych propozycjach - skwitował
doświadczenia zespołu Marek, najstarszy pracownik agencji
Pozostali
milczeli. Nie mieli nic do powiedzenia
-
Moi drodzy - protekcjonalnie rzekła Karolina - "Marmurowa
wieczność" to nasz najciekawszy i najbogatszy klient jak
dotąd. Pragnę poinformować, że jeśli do jutra nie przygotujecie
portfolia które ma szanse zdobyć uznanie naszych klientów,
zostaniecie zwolnieni. Wszyscy macie umowy na czas określony, który
mija z dniem 1 sierpnia. Na jedno wasze miejsce czeka 20 chętnych,
kto wie, może bardziej kreatywnych od Was. Aha! Jeszcze jedno! Dziś
dostałam mejla, który jasno mówi, że nie przestrzegacie tajemnicy
zawodowej a być może także i handlowej! Tutaj oczy i twarz
Karoliny zabłysnęły kolorem czerwonym - ktoś wie, że chodzicie
na cmentarz w nocy, obowiązkowo w nocy, żeby napisać reklamę.
Więc uważajcie komu się zwierzacie z Waszej pracy! Na tym świecie
pełno jest świrusów. Aha a na dzisiejszą noc mam dla Was aforyzm:
"Milczenie też coś mówi" - idealne na dzisiejszą noc na
cmentarzu, prawda? - powiedziała fałszywo się uśmiechając.
-
Dziś nasza kolej - powiedział zrezygnowany Konstanty do Agnieszki,
nie mający ochoty zarywać służbowej nocy na starym podmiejskim
cmentarzu.
środa, 29 sierpnia 2018
Rozdział
IV. W niewoli upalnego dnia
Środkowa
Europa
Centrum
metropolii Wichrowy Sad
Agencja
reklamowa "Candella"
Rankiem
-
Dzień dobry! Krzyknęła Karolina wchodząc do swego biurowca,
złożonego z małego gabinetu oraz dużego pokoju dla swych
dziesięciu podwładnych
-
Witam szefową! Krzyknął Konstanty, mocując się ze swym
niesformatowanym komputerem.
-
Witaj - odparła Marta o zapuchniętych oczach, z trudem ukrywając
swoje niedospanie.
-
A gdzie reszta? - zapytała Karolina odrzucając swoje brązowe i
długie pofalowane włosy do tyłu
-
Reszta jest na zebraniu z przedstawicielami "Marmurowej
wieczności" w kawiarni - odparł Konstanty.
-
Acha. Super! A ty Marto, dlaczego nie jesteś na zebraniu? - zapytała
Karolina
-
Stwierdzili że jestem zbyt zaspana i że beze mnie sobie poradzą -
odparła Marta z trudem ukrywając i niedospanie i swój lek przed
Karoliną.
-
Ok, rozumiem. - Karolina to mówiąc szybko podbiegła do ekspresu do
kawy.
-
O 12 zebranie w moim gabinecie! Chcę mieć szczegóły kampanii
reklamowej "Marmurowej wieczności"! Wszystkie szczegóły!
- krzyknęła Karolina otwierając przeszklone drzwi centrum swojego
miejsca dowodzenia.
-
Ta noc nie była dobra - powiedziała Marta drżącym głosem, a
Konstanty w tym czasie o mało nie uciekł z agencji - przestraszony
zerkał to na Martę to na Karolinę.
-
Co ja słyszę...noc nie była dobra? Jak to? Czas nas przecież
nagli.
-
Tak ale... - nie zdążyła odpowiedzieć Marta
-
Nie chcę słyszeć żadnego ale! Krzyknęła znów Karolina
zatrzaskując drzwi, a jej czarne oczy nabiegły krwią. W takich
chwilach była po prostu niebezpieczna
-
To ja haruje całą dobę a Wam się nie chcę ruszyć tyłka żeby
przejść po północy przez całą długość starego miejskiego
cmentarza - powiedziała sama do siebie i uruchomiła laptopa.
Z
niepokojem obserwuję Pani niecne praktyki zmuszające pracowników
agencji reklamowej do przebywania na cmentarzu między północą a
wschodem słońca w celu "złapania natchnienia" do
kampanii reklamowej firmy "Marmurowa wieczność". Jeśli
praktyki te nie ustaną będzie Pani miała ze mną do czynienia.
Z
poważaniem
Obserwator
XXX
Rozdział
III. Odpowiedź Karoliny
Nadawca:
karolinapodjudzacz@gmail.com
Odbiorca:
obserwatorxxx@gmail.com
Szanowny
Panie!
Wymienione
przez pana rzekome „niecne praktyki” są niczym innym jak częścią
wykonywanej przez moich podwładnych pracy i należy to do szeroko
pojmowanej KREATYWNOŚCI. Pańskie pogróżki z kolei wyjątkowo dziś
zaliczę na poczet pańskiego poczucia humoru.
Karolina
nie mogła spać tej nocy; parne, gorące, zwrotnikowe powietrze
wbijało się do mieszkania wszystkimi oknami i szczelinami, atakując
i drażniąc jej wrażliwą na afrykańskie upały skórę. Jedenaste
i ostatnie piętro jej apartamentowca w czasie takiej pogody bardziej
przypominało starą, zrujnowaną dziewiętnastowieczną kamieniczkę,
która jeszcze 10 lat temu stała na miejscu obecnego bloku.
Przewracała
się z boku na bok, myśląc o wszystkich niedokończonych
projektach. Kierowanie agencją reklamową było najważniejsze w jej
życiu. Jak większość, rzuciłaby tę pracę w diabli, ale dawała
ona spore pieniądze i od czasu do czasu satysfakcję. Praca przez
sześć dni w tygodniu po dwanaście lub czternaście godzin na dobę
miała też i swoje inne poza pieniędzmi zalety: skutecznie
pozwalała zapomnieć o sobie. Już dziesięć lat temu, zaraz po
studiach na historii sztuki, porzuciła odwieczne pragnienie
renowacji starych nagrobków i epitafiów na zapadłych nekropoliach
oddalonych od głównych dróg Starego Kraju (chciała to robić w
imię wspaniałej i światłej idei ratowania i promowania
dziedzictwa kulturowego. Niestety, zaraz po otrzymaniu dyplomu
Karolina podjęła się pracy w agencjach reklamowych, czasem
jedynie, w wolnych chwilach pisywała artykuły dla niszowego,
internetowego portalu „Cmentarny Renowator”, który jednak upadł
po jej sześciu artykułach (a był czytany jedynie przez nią i
założycielkę portalu).
Z
biegiem lat z szarej myszki z przedmieść Wichrowego Sadu
przemieniła się w atrakcyjną, twardo stąpającą po ziemi chłodną
realistkę i kobietę sukcesu. Jednak z wieloma tajemnicami. Nikt ze
starych znajomych nie potrafił sobie wytłumaczyć, w jaki sposób
zalękniona i wiecznie nieśmiała Karolina w ciągu roku odniosła
olbrzymi zawodowy sukces.
Jednak
teraz przewracała się z boku na bok, dręcząc się mającym
nadejść wkrótce ciężkim dniem a wraz z nim kolejna orką po
ugorze, jaką było władanie agencją reklamową. Niestety, słońce
zawsze dla niej wschodziło.
Uwielbiam konkurs piosenki Eurowizji. W zeszłym roku piąte bodajże miejsce zdobyła Blanche z fenomenalną piosenką "City Lights". Młoda, piękna utalentowana Belgijka. Oto teledysk do piosenki. PS. Zawsze słuchając tej piosenki, mam obraz świateł mojego miasteczka widzianych z oddali...
Tekst piosenki:
All alone in the danger zone
Are you ready to take my hand?
All alone in the flame of doubt
Are we going to lose it all?
I could never leave you and the city lights
I could never beat the storm in your eyes
The storm in your bright eyes
All alone in the danger zone
Are you ready to take my hand?
All alone in the flame of doubt
Are we going to lose it all?
Love came in between the space and the city lights
Only I receive the stars in your eyes
The stars in your dark eyes
All alone in the danger zone
Are you ready to take my hand?
All alone in the flame of doubt
Are we going to lose it all?
Let’s put some light into our lives
But keep the storm that’s in your eyes
Let’s put some light into our lives
All alone in the danger zone
Are you ready to take my hand?
All alone in the flame of doubt
Are we going to lose it all?
All alone in the danger zone
Are you ready to take my hand?
All alone in the flame of doubt
Are we going to lose it all?
To lose it all
To lose it all
Tłumaczenie:
Zupełnie sama w strefie zagrożenia.
Czy jesteś gotowy, aby chwycić moją dłoń?
Zupełnie sama w płomieniu wątpliwości.
Czy stracimy to wszystko?
Nigdy nie mogłabym zostawić Ciebie i miejskich świateł.
Nigdy nie mogłabym pokonać burzy w twoich oczach.
Burzy w twoich jasnych oczach.
Zupełnie sama w strefie zagrożenia.
Czy jesteś gotowy, aby chwycić moją dłoń?
Zupełnie sama w płomieniu wątpliwości.
Czy stracimy to wszystko?
Miłość wdarła się pomiędzy przestrzenią, a miejskimi światłami.
Tylko ja odbieram gwiazdy w twoich oczach.
Gwiazdy w twoich ciemnych oczach.
Zupełnie sama w strefie zagrożenia.
Czy jesteś gotowy, aby chwycić moją dłoń?
Zupełnie sama w płomieniu wątpliwości.
Czy stracimy to wszystko?
Postawmy trochę światła w naszym życiu.
Ale trzymając burzę, która jest w twoich oczach.
Postawmy trochę światła w naszym życiu.
Zupełnie sama w strefie zagrożenia.
Czy jesteś gotowy, aby chwycić moją dłoń?
Zupełnie sama w płomieniu wątpliwości.
Czy stracimy to wszystko?
Zupełnie sama w strefie zagrożenia.
Czy jesteś gotowy, aby chwycić moją dłoń?
Zupełnie sama w płomieniu wątpliwości.
Czy stracimy to wszystko?
Prezentuję fragment książki, która ma szanse na wydanie, ale ze współfinansowaniem w wydawnictwie Novae Res. mam nadzieję, że prolog Wam się spodoba :)
Prolog
Zapomniane
przez Boga miasteczko Wichrowy Sad
Środkowa
Europa 1850 rok
Tuż
przed północą, latem
-
Szybciej! Szybciej! - tęgi mężczyzna w kapeluszu, stójce,
garniturze i czarnym, długim, cienkim płaszczu pomimo nocnej pory
wydzierał się wniebogłosy poganiając czterech robotników
niosących trumnę.
-
Szybciej, do diabła! Szybciej! Musimy to zrobić przed wschodem
słońca, bo inaczej wszyscy pożałujemy!
Robotnicy
uwijali się jak w ukropie. Była jednak parna lipcowa noc a
mężczyzna którego zwłoki mieli pochować na cmentarzu, mimo iż
za życia do grubych nie należał, po śmierci stał się wyjątkowo
ciężki. Jednak przyspieszyli kroku, bo wiedzieli czym grozi nie
zagrzebanie mężczyzny który oficjalnie nie żył zgodnie z naukami
Kościoła.
Tajny
kondukt pogrzebowy przekroczył wreszcie po północy cmentarną
bramę miejskiej nekropolii. Pan Alfred Vallu, miejscowy
przemysłowiec od razu po wkroczeniu na grzebalnik szukał z latarnią
w dłoni odpowiedniego miejsca na pochówek. Jego uwagę zwrócił
pusty plac przy murze, gdzie jeszcze sto lat temu chowano samobójców.
Kiedy
robotnicy wykopywali grób Vallu otworzył trumnę by się upewnić,
że wszystko jest w należytym porządku. Zmarły leżał na brzuchu,
twarzą do ziemi. W taki to sposób mieszkańcy przesądnego wciąż
mimo galopującej rewolucji przemysłowej Wichrowego Sadu chowali
wszystkich swoich mieszkańców i przybyszy podejrzanych o kontakt z
siłami nieczystymi. Vallu osobiście nadzorował takie potajemne
pogrzeby. Bardzo się cieszył, zupełnie jak dziecko, mimo że miał
siedemdziesiąt dwa lata. Za jednym zamachem pozbył się
domniemanego wampira jak i swojego przemysłowego konkurenta. Przede
wszystkim konkurenta.
Kiedy
robotnicy wykopali grób Vallu zabił trumnę dwunastoma mosiężnymi
gwoździami. W momencie składania trumny w ziemi, Alfred nie
zważając na miejsce głośno się śmiał i tańczył.
Po
wszystkim grób wyrównano, żeby pamięć po ukrytym pochówku nie
ujrzała światła dziennego. Alfred Vallu był dumny.
Książkę posiadam w swojej biblioteczce od 2011 roku, i była już czytana kilka razy. Chętnie do niej wracam.
Zasługą Autora jet takie przedstawienie filozofii hawajskiej Huny, że trafia ona do Europejczyka. Podane ćwiczenia przypominają ćwiczenia psychologiczne. Jest to jednym słowem poradnik pozytywnego myślenia. A z tym w dzisiejszych czasach jest różnie
Huna to pradawna - dawna wiedza tajemna Kahunów, hawajskich szamanów, którzy potrafią złożyć złamaną rękę, zatamować krwotok. No i tutaj pojawia się mój sceptycyzm, gdyż Autor najwyraźniej kładzie nacisk na kwestie bardziej psychologiczne niż fizyczne.
Ot, kolejna ciekawa książka w kolekcji. Przeczytałem już któryś raz w jedno letnie popołudnie.
Zachęcam do czytania, zwłaszcza w letnie popołudnia. Coś tam może wnieść do życia przeciętnego Europejczyka.
Książkę tę posiadam we własnej biblioteczce. Nie zliczę, ile razy ją czytałem. Jest to mega-pozytywny poradnik, odwołujący się między innymi do Biblii czy Nowego testamentu. Murphy nie odkrył jakichś tam praw, on je po prostu przypomina.
Jak wiemy z nauki psychoanalizy nasza psychika składa się z trzech części: id - podświadomość -ego - świadomość i superego= nadświadomość.
Autor bazuje tutaj na pracy z podświadomością, którą Jung by nazwał szerokim kanałem wspólnej nieświadomości. Lektura płynie szybko, przykłady są celnie i dobrze udane. Nie jest to mdły amerykański poradnik, jakich wysyp mamy na rynku. Śmiało zachęcam Was do tej lektury, naprawdę warto.